Tak myślę, że wszelkie wizyty u guru czy w ośrodkach medytacyjnych są bez głębszego sensu, bo jednostka na miejscu ginie w tłumie i tak jakby jej nie było tam a kontakt z guru nie jest tak osobisty jak to opisują książki różnych poszukiwaczy duchowych którzy jakiegoś guru znaleźli jako pierwsi i nikt z zachodu przed nimi tam nie był. Większym przeżyciem duchowym będzie sama podróż do Moji i powrót niż wizyta u niego pośród innych ludzi zachodu, bo stajesz się tam wtedy na moment częścią systemu grupy wyznaniowej o określonej hierarchii i połowa twoich oczekiwań zasilana bajkami z książek i wyobrażeń gaśnie.
Tak najlepiej więc jakby Moji robił jakieś webcasty i online opowiadał religijne dowcipy dla konkretnego ucznia, ale byłoby to za proste. I może właśnie o to chodzi żeby gdzieś gonić zapominając ze rozwój duchowy jest w nas a nie poza nami i nikt za nas nie zrobi postępów, a mistrz duchowy ponieważ z tego żyje i to jest jego ZUS - będzie zawsze się uśmiechał i grał fajnego kolesia, bo to taka gra, gra w oświecenie, które potem okazuje się zwykłą cepelią i wspomnieniem z podróży a zwykłe życie toczy się dalej.
(IMG:
http://img1.fantasticfiction.co.uk/images/x3/x17232.jpg)