|
Dzięki za tekst i linka, Wyspiarz, nie znałam tej książki, muszę ją koniecznie zdobyć.
Empatia dla diabła jest wskazana, zgadzam się z tym w zupełności, należy zacząć od własnego cienia (alter ego, treści odrzucone, nieakceptowane i nieuświadomione przez ego, projektowane na ludzi z otoczenia lub na istoty astralne). Czyli pokochać, zintegrować z jaźnią kładąc kres wewnętrznym konfliktom ego z cieniem, których obrazem na poziomie wyższym są oczywiście nękania diaboliczne, doswiadczenia mistyczne typu apokalipsy, wojna Jezusa z Szatanem, dobrych aniołów ze złymi, czy wojna dobrych kosmitów ze złymi.
Te astralno-mentalno-duchowe wojny do niczego nie prowadzą, poza pogłębieniem stanu podzielenia jaźni i dualizmu w psychice. Żeby osiągnąć pełnię psychiczną i duchową, powinno się połączyć w sobie przeciwienstwa w harmonię. Wtedy żadne diabły i demony nie będą już nas nękać, ponieważ nie znajdą w naszej jaźni konfliktu, czyli punktu zaczepienia.
Nie mówiąc o tym, ze rozwiązując konflikt diabła z ego w naszej jaźni, dokładamy cegiełkę do uzdrawiania jaźni zbiorowej. O konieczności "zbawienia Szatana"przez człowieka mowią różne odłamy religijny - od prawosławia po kabałę. Potwierdza to również psychologia głębi. Osobiście w pełni zgadzam się z tym podejściem. Szatana nie zniszczymy wojną ani armią świetlistych bosów, możemy tylko uciszyć na jakiś czas bo paradoksalnie to go wzmacnia zgodnie z psychicznym mechanizmem cienia i tłumionych treści, które rosną w ukryciu w siłę. Nalezy jednak go ujarzmić w sobie i krok po kroku wydobywać z niego światło , zaspokoić pustkę miłością, której mu brakuje, jak zresztą wszystkim agresorom.
|