|
Normalnie odnajduje znaczenie swoich snow i rozumiem, jak sie maja do rzeczywistosci. Wychodze z zalozenia, ze moj umysl uklada sobie wszystko po swojemu w czasie snienia, ale trzech spraw nie rozumiem.
1. Sen sprzed dawna (okolo roku?), ktory w pamieci utkwil, a nie do rozkminienia (rozumiem tylko kilka aspektow, ktore wydaja sie mniej wazne, wiec je pomine).
Wchodze do pokoju o seledynowych scianach. Jest noc, w pokoju pali sie swiatlo. Wystroj w stylu PRL. Wstretna, ciemna mebloscianka pokryta polyskujacym lakierem. Stol, fotele jak w mieszkaniach babc. Dlugie zaslony do ziemi, seledynowy kolor. (Nie mam pojecia, czemu wystroj wnetrza tak bardzo wbil mi sie w pamiec. Jakies sugestie?) Na meblosciance stoi i telewizor. Stary, z wypuklym, niewielkim ekranem. Leci jakies ostre porno. Na podlodze leza trzy osoby: dwoch mezczyzn i jedna kobieta, wszyscy nadzy z porozcinanymi bebechami (jedna osoba bebechy miala czerwone, "rozciete do poziomu krwi" - tak to tam sobie wbilam do glowy, druga bebechy koloru pozolklego smalcu "rozcieta do poziomu tluszczu", a trzecie bebechy zielone - bo "pod siatka zyl i warstwa tluszczu czlowiek ma plesn"... Watpie, zeby mialo to jakiekolwiek znaczenie, ale moze?). Kazda z tych osob rznieta jest przez roslego faceta (jeden bialy, drugi czarny i trzeci znowuz bialy [ten rosly facet znaczy]). Staje w progu. Przygladam sie. Nikt nie zwraca na mnie uwagi. Mimochodem przenosze sie swoja swiadomoscia raz do umyslu jednego ze rznacych, a raz do jednego ze rznietych. Generalnie rznacy zachowuja sie troche jak gwiazdy porno - po prostu, jakby maszynowo, odwalaja swoja robote. Bez zmeczenia, bez wiekszych emocji. Rznieci natomiast ciesza sie i z entuzjazmem komentuja swoje porozcinane ciala. Budze sie, totalny mindfuck, nie wiem skad to sie wzielo i po co. Po prostu nie mam pojecia, co o tym myslec.
2. + 3. Tu tez pomine to, co zrozumiale. Sny sprzed kilku nocy.
2. Staje w lazience. Niby swojej, ale nieco innej (zdaza sie w snach). Za drzwiami jakas impreza (nie chodze na tego typu imprezy z umc-muzyka, ani sama takowych nie organizuje, wiec nie wiem, skad mi sie to wzielo, ale mniejsza). Cialo mam kompletne, acz nagie (przynajmniej od pasa w gore, nizej sie nie przygladalam). Na umywalce jednak stoi sobie odcieta glowa. Moja glowa.Takie same wlosy, fryzura. Taka sama twarz. Z odcietej szyi kapie sobie krew. Chwytam ja, trzymam bez zbednych emocji, odwracam sie i zamiast drzwi jest lustro. Zaczynam sie przygladac. Po prostu stoje sobie naga przed lustrem i mam dwie glowy, z czego jedna jest odcieta i trzymana na wysokosci brzucha w moich rekach. Sen jakos w tym momencie sie skonczyl, moze zaraz pozniej. Ale dlaczego odcieta (moja) glowa, dlaczego lustro? Nigdy w zyciu nie snilo mi sie lustro. Nie w jakimkolwiek zapamietanym snie.
3. Jakis tam sobie sen, bla, bla, bla... I koncowka: Stoje przed lustrem. Tym razem ubrana, wszystko jest w porzadku. Po prostu jest sobie lustro, a ja stoje i sie w nie gapie. Nie wiem, jakie emocje mi przy tym towarzyszyly. Nie, ze ich nie pamietam, po prostu nie mam pojecia, co to byly za emocje, ale na pewno zadne skrajne i raczej nieszczegolne. Jednak dlaczego noc czy dwie po snie z glowa, znow pojawia sie lustro, w ktorym sie sobie przygladam?
Jakies pomysly? Jakies definicje ze sprawdzonych sennikow? (Nie jestem pewna, czy w senniki wierze, ale moze akurat trafi sie cos wartego uwagi. Nie znam sie.) Moze jakies bardziej psychologiczne wytlumaczenie?
|