|
Pawle, przeczytałem co napisałeś na temat satanizmu i powiem Ci, że miałem i mam bardzo podobną wiedzę na jego temat :). Nic nowego nie odkryłem. To co napisałeś zawarłem lapidarnie w ostatnim zdaniu mojego posta, mówiąc, że może ktoś szatana traktuje jako światło (Lucyfer jako symbol) albo wewnętrzna moc (no, może źle ująłem, chodziło i o poczucie, że ja to mogę wszystko i reszta mnie nie obchodzi - egoizm, tak, dobre słowo).
Co do dogmatów to ja nie uważam, żeby one złe były. Zwykle ludzie nie rozumieją po co są dogmaty i na czym one polegają, w jaki sposób powstały. To nie jest tak, na Boga :D, że ktoś sobie usiadł przy biurku, biskupi czy inni i wymyślili z dnia na dzień, że od dzisiaj to wierzymy w to, a jak ktoś inaczej myśli, to jest dureń.
Dogmaty ksztatłowały się przez wieki. Kościół pierwsze w coś wierzył mocno. I jak była potrzeba, zwykle dlatego, że ktoś się kłócił z daną prawdą wiary, to Kościół badał swoją wiarę, badał stanowiska przeciwne (nieraz bywało, że fałszywa wiara była w przewadze w Kościele, jak było z airanizmem, gdzie większość biskupów była arianami) i rozstrzygał Kościół w swoim łonie w co tak naprawdę wierzy.
W dogmacie jest istota wiary. I tej istoty wiary nie można zakwestionować. Z tego Kościół wyrósł, inaczej przeczy sam sobie. Jeśli jest dogmat, że Jezus jest Bogiem, to jeśli stwierdzę, że Bogiem nie jest, to całe nauczanie Kościoła jest bez sensu. A Kościół wierzy mocno, że to co robi, ma głęboki sens, a nie iluzoryczny. Stąd obrona dogmatów. Reszta, późniejsze dogmaty wyłaniają się z doświadczenia Kościoła. I ważne są tu słowa Chrystusa, gdy mówi do Apostołów, że Duch Święty doprowadzi ich do całej prawdy. Stopniowo :).
|