|
tematyka trudna, bo jako ze doswiadczylem opresji psychiatrycznej na wlasnej skorze, wiem, że w pewnym procencie te badania są słuszne- część osób faktycznie jest wystawiona na takie zagrożenie wchodząc w odmienne stany świadomości. Trudno też zrzucić winę tylko na to- zajmując się praktykami duchowymi, dąży się do samooczyszczenia, co często bywa naprawdę trudną pracą- każdy ma swoją historię i swoje problemy. Na drugim biegunie tego problemu mamy osoby znerwicowane panicznie bojące się jakichkolwiek zmian w ich rzeczywistości, a co dopiero zmian postrzegania jej. Osoby znerwicowane koncentrują się na "materialnej" rzeczywistości, są niejako non stop na zewnątrz. Kolejna grupa to osoby chorujące na depresję, które nie widzą sensu w istnieniu w ogóle- tutaj psychiatria rozkłada ręce i faszeruje "witaminkami" antydepresantami, które są substancjami bardzo uzależniającymi i cholernie szkodliwymi. No i na koniec leczenie schizofreników- neuroleptyki, tranquilizers to grupa substancji blokujących komunikację neuroreceptorów serotoninowych i dopaminowych. tendencja do zapadnięciu w depresję po takim leczeniu(leczenie zazwyczaj jest na całe życie) jest duża, ponieważ w.w. receptory odpowiadają za wszelkiego rodzaju doświadczenia duchowe i doświadczenie samej przyjemności(dopamina odpowiada za odczuwanie przyjemności płynącej z seksu, stymulantami dopaminy są na przykład kokaina albo amfetamina).
Podsumowując- wszyscyśmy chorzy, nie wszyscy zdiagnozowani. Psychiatrzy nie dają obrazu tego, w jaki sposób ma wyglądać higiena umysłu, ani obrazu-profilu osoby zdrowej psychicznie. Tym sposobem społeczeństwu zostaje strach przed nieokreślonym obłędem( albo raczej tak szeroko określonym, że w zasadzie 3/4 społeczeństwa powinno się leczyć psychiatrycznie- wg. badań niemieckich naukowców sprzed paru lat) i żadnego sposobu aby o to zdrowie psychiczne dbać - oprócz niszczącej farmakologii i bezużytecznej generalnie terapii(zważywszy na czas stracony na tzw. leczenie). Medytacja, joga, jak również hipnoza terapeutyczna są środkami do zamouzdrowienia na wielu poziomach- zarówno psychiczno-fizycznym jak i emocjonalnym. Z perspektywy osobowości trudno jest określić ścisły kierunek właściwy dla każdego- ponieważ zazwyczaj techniki prowadzą do rozluźnienia poczucia ego i "wykroczenia", albo raczej rozpuszczenia granic, jakie są przez "osobowość tworzone".
Co się tyczy psychedelików, każdy ryzykuje na własne konto- środki te są potężnymi uwalniaczami i przyśpieszaczami procesów, które przerabia się podczas medytacji. Ryzyk fizyk- im głębiej w las tym ciemniej, jak ktoś już wcześniej wspomniał.
czy bycie osobą- utożsamienie z ciałem(kiedy wiemy, że ciało to nie wszystko) albo z umysłem( myślami które przychodzą i odchodzą, budzą napięcie i niepokój w ciele) nie jest przypadkiem patologiczne? droga do harmonii to ścieżka indywidualna- własne poszukiwanie.
dreamer
|