|
Nikt nie powiedział, że zabawa musi polegać na niekontrolowanym śmiechu :/ Możesz grać w szachy, wtedy jesteś skupiony, możesz grać w podchody, wtedy czujesz klimat zagadki, możesz bawić się w chowanego, wtedy boisz się że zostaniesz odkryty, możesz ścigać się z kimś, wtedy czujesz rywalizację i strach przed przegraną... w trochę większym natężeniu to będzie np. pójście na wojnę, gdzie masz zabawę w podchody, strzelankę i wyścigi w jednym na żywo, poziom trudności hardcore - to dopiero doświadczenie/zabawa!... ze strachu można by robić po gaciach, ze smutku łzy mogą się cisnąć do oczu, ale to nadal zabawa, hardkorowa ale zabawa... dlaczego zabawa? a jaki jest sens wszystkim tym się zamartwiać, wałkować i potęgować smutek i inne przykre emocje, jakie z tego płyną? Wierz mi, można się pociąć, zatonąć w morzu smutku, nawet popełnić samobójstwo, ale co to Ci da? Na pewno nie pomoże odmienić losu w przyszłości, a przypieczętowuje taki los, jaki spowodował ten żal i smutek. Nie lepiej przyjąć jak jest i po prostu się przyglądać, wyciągnąć tyle doświadczenia z tego, ile się da?... wtedy to zabawa, co nie znaczy że od razu polega ona na śmianiu się -.-' Zabawa to nie tylko głupie rechotanie, co dzisiaj się przyjęło sądzić ;/ ;( ale cóż poradzić :/ Budziek Sid kiedyś rzekł tak: "Ból jest nieunikniony, cierpienie opcjonalne." ^^. A dodam od siebie, że każdy ból pomaga nam docenić brak bólu i wywinduje naszą percepcję na taki poziom, że okres bez bólu staje się okresem nieziemskiej błogości, co prawdopodobnie bez tego choćby chwilowego bólu, który jest dla nas jakimś punktem odniesienia, nie zaszłoby... Co nie znaczy, że ból cały czas jest potrzebny, jest on potrzebny tylko do momentu, w którym przestaje on nam być potrzebny :) ^^.
|