|
Chyba musze opisac to zdarzenie. Nie do końca wiem czy tego chcę. Ale zeby to nadało sens całóści to myślę że powinniście wiedziec. Wydarzenie to miało miejsce w styczniu 2014 roku. Jak juz Wam wiadomo mieszkam w UK i jestem kierowca. W styczniu byłem przez tydzien w kraju. Odpoczywałem i postanowilem troche wiecej czasu poświecic na medytacje. Mam w tym swój cel - ale go nie podam...sprawa zbyt osobista. Wiec medytowałem po około 4-8 godzin dziennie. Do tego spacery po lesie dla dotlenienia organizmu. Wtedy jeszcze czesto uzywałem elektrostymulatora. Czestotliwosci rózne...4Hz, 7Hz, 20Hz, 40Hz, 80Hz, 150Hz. Teraz juz wiem troche wiecej i nikomu nie polecam elektrostymulatorów. Pod zadna postacią i nawet do leczenia. Ale wracając do tematu. Nie raz prosilem niematerialnych o pomoc w uzyskaniu czegos co pomoze mi zwiekszyc moc medytacji. Co "wzniesie mnie troche wyżej" Ktoregos wieczoru usiadłem do medytacji. Pare dni wczesniej poczytałem o tym zeby słuchac wszystkich odgłosów przed medytacja. Nie klasyfikowac ich - tylko słuchac. Więc skupiłem sie na słuchaniu. Bedac juz w pierwszej fazie usłyszałem cztery klapniecia w łozko. Było to bardzo wyrażne. Wybudziło mnie to. nastepnego dnia jak medytowałem rano - dwa uderzenia w drzwi...pukanie. Az zapytałem - prosze - myśląc ze ktoś faktycznie puka. Nikogo nie było za drzwiami. Pare dni póżniej wrociłem do UK. Tutaj znów usłyszałem dziwny dzwięk...nie zwiazany z zadnym typowym dzwiekiem jakie sa w domach. Na dodatek zacząłem doswiadczac jakby czyjegos bytu. W czasie medytacji jak zaczynałem przysypiac, podrywał moja ręke lub noge. Moze to były działania na ciele energetycznym, nigdy tego nie mogłem sprawdzic dokładnie. Mogło to znaczyc - medytuj, nie zasypiaj. Kiedys poprosilem go zeby coś mi powiedział...dał jakąś rade. Cholera...usłyszałem głos...teraz juz nie pamietam co powiedział...ale brzmial za wyrażnie aby nie pozostał w pamieci. Jedno moge powiedziec. Głos który usłyszałem w głowie nie był wydany przez człowieka...był zbyt niski, zbyt gardłowy, zbyt głeboki. I nastepne wrażenie - nie wydała go istota ktora uzywa rozmowy na co dzień. Nie był straszny...nie bałem się i wciąż go sie nie boje....ale zrobił na mnie ogromne wrażenie. Wiem ze tą istote kosztowało to duzo wysiłku zeby mi coś przekazac. Nie pamietam dokładnie jak wpadłem na pomysł zeby uzywac ANKH. Wiem że wczesniej ( chyba w listopadzie) szukałem w domu jakiegoś kabla miedzianego żeby zrobic akumulator ORGONU. Miałem juz pojemnik z nierdzewki i szklanne naczynie. Została wełna mineralna i kabel miedziany. Kabla szukałem w domu, ale w złym miejscu. Ale jak postanowiłem zrobic ANKH, znalazł sie kawałek kabla nawet ze zdjętą izolacja. Po prostu przedtem szukałem w złym miejscu. Wiec wykonałem ANKH...w bardzo prymitywny sposób. Poskręcałem druciki i poszedłem z nim medytowac. To działa...mówie Wam. To naprawdę działa. Odruchy w czasie medytacji zniknęly dosyc szybko...az do czasu jak postanowilem do ANKH,a dołozyc elektrostymulator. Tydzień temu jak siedziałem w fotelu i miałem przed soba ANKH a do głowy i karku podłaczone elektrody znów szarpnął moja prawą ręką w kierunku elektrostymulatora. Pomyslałem ze nie chce zebym tego uzywał. No cóz - głupi nie słucha mądrych rad. Sam wczesniej sie bałem tak podłaczac kable...ale dwa lata wczesniej czegoś dzieki temu doswiadczyłem, i chciałem to powtórzyc. Parę razy jeszcze uzywałem elektrostymulatora, ale jak po jednej medytacji wylała mi krew w gałce ocznej ( całe trzy dni trzeba było zeby to znikneło) ... zrezygnowałem z elektrostymulatora na zawsze. Jeszcze jedna sprawa. Oprócz ANKH-a testowałem też potrójny krzyz papieski, odwróconą swastyke, pacyfkę i cos podobnego co ma Mona Lisa z misji Apollo 20. Wszysko emanuje energia, słabszą lub podobna. Nie przeprowadzam juz testów...skupiam się na ANKH. Wg mnie jest najmocniejszy, ale jak ktos bedzie chciał spróbowac...niech napisze. Wtedy wróce do testów na innych symbolach. Zdjęcia dodam po południu. Pozdrawiam. Kk
|