|
Czyli to, co osiągnąłem w poprzednim życiu: medytacje, zbliżenie do absolutu, przebudzenie mojego wyższego ja, przeszło na obecne życie tak, że mogę zacząć z wyższego poziomu od samego początku. To jest jasne i ja w to wierze (albo jestem o tym przekonany :)).
Ale w dalszym ciągu brakuje mi czegoś, co odpowie na pytanie: czy jeśli umrę świadomie, bądź nieświadomie, robi różnicę ? Tematem jest szyszynka, ale to w sumie dla mnie wszystko sprowadza się do zwieńczenia naszej egzystencji, czyli śmierci -momentu przejścia. Teoretycznie robi wielką różnicę, bo umierając świadomie mogę (za którymś razem lub już w tym życiu) pokonać barierę reinkarnacji i wyzwolić się z tego cyklu. Jeśli umrę nieświadomie, nie będę w stanie użyć swoich umiejętności, które szlifowałem całe życie (lub życia) i dzień dobry - nowe życie, nowe ciało- może nastepnych razem ;).
Co o tym myślicie. Nie piszę, że jeśli umrę nieświadomie to koniec, nie. Ale też nie wskoczę wyżej, bo przegapię ten bardzo istotny moment przejścia.
Pewnie, wszechświat ma miliardy lat, a my setki tysięcy, lub miliony potencjalnych żyć przed nami, więc czasu jest dość ,ale powiedzmy, że jestem niecierpliwy :).
|