|
Często mam spore problemy z kreowaniem/przywoływaniem postaci do snu. Bardzo często są zniekształcone. Kiedyś po usilnych próbach w końcu się udało i przywołałam do snu pewnego muzyka, którego bardzo lubię. Wyglądał jak oryginał, zachowywał się jak on, więc z tej ekscytacji postanowiłam iść za ciosem i przywołać dodatkowo drugiego (panowie się znają i mimo przyjaźni całe życie ze sobą rywalizują). Muzyk pierwszy zaczął mnie usilnie zniechęcać do przywołania tego drugiego, że po co, że nie ma sensu, że przecież fajniej jak pobędziemy sami. Wkurzyłam się i nakrzyczałam na niego, że ma zawołać tego drugiego. Wtedy on powiedział, "No dobra, sama tego chciałaś!". Poszliśmy na mój balkon i wkurzony muzyk nr I przytaszczył z niego zamarźnięte oszronione zwłoki muzyka nr II, który dodatkowo miał rozdziobaną przez ptaki twarz (czyste gore!). Już wtedy uświadomiłam sobie, że mój mózg dobrze wiedział, że nie da rady stworzyć drugiej, wiarygodnie wyglądającej postaci, dlatego też próbował mnie zniechęcić do jej przywołania, a jak mu się nie udało, to znalazł pretekst na to, dlaczego nie mogę zobaczyć tej drugiej twarzy. Najlepsze było to, że kiedy analizowałam tę masakrę na twarzy muzyka nr II, ten pierwszy zrzędził mi nad uchem "A nie mówiłem? I po co Ci to było? I tak jestem przystojniejszy." Śmiechu warte :)
|