CYTAT(Pavveł @ 29.07.2015 - 21:41)

Wolności wyboru?
"Jeśli wydaje Ci się, że jesteś wolny/a, spróbuj udać się gdziekolwiek bez pieniędzy" - Bill Hicks.
Ile czasu w życiu przeciętny człowiek spędza na zarabianiu na życie, ile na odpoczynek, a ile zostaje mu na spełnianie pragnień i doświadczenia? Ma wolność wyboru - ale pomiędzy czym?
Można iść na spacer (chociaż nie każdy w dzisiejszym świecie może - tak, niewolnictwo w tradycyjnym rozumieniu nadal istnieje [pomijając powszechne zawoalowane niewolnictwo w dzisiejszych czasach], albo spróbujmy się przejść na spacer tam, gdzie trwa wojna), ale życie nie składa się z samego spacerowania. Także od samego spacerowania wiele rzeczy, które muszą być zrobione, choćby do przetrwania, same nie zrobią się, nie wspominając już o naprawianiu rzeczy, które dziać się muszą, a dzieją się niepoprawnie, albo dzieją się, mimo że dziać się nie powinny. To samo z oglądaniem tv.
Kiedy Ty spokojnie idziesz na spacer, sztachasz się powietrzem i oglądasz owe "głupie seriale", gdzieś tam czyjeś dziecko zostaje porwane, brutalnie traktowane, sprzedane do seksualnej niewoli, wykorzystywane, a potem zabite. I to idzie w takie liczby, że za głowę można się złapać... A to tylko "drobny" przykład krzywd, jakie się dzieją na świecie w dużej ilości i w dużym natężeniu, choćby teraz, podczas gdy piszę ten post.
Pozdrawiam.
Chcesz koniecznie podyskutować.
Nie wiem, czy ja chcę... No na spacer teraz troche za pozno.. wiec moze sie skusze. :p Moze zaczne od konca, odwrotnie niz ty to robisz akapit po akapicie odpowiadajac na post... pelnymi zdaniami... dla mnie teraz to troche przesada, ale wiem, ze ludize tak czytaja... tak sie nauczyli czytac, bez myslnie ;P
No wiec. Kiedy ide spokojnie na spacer, to... jest moj spacer. Skupiam mysli i uwage i energie, ktora jest ze mna, na tym, co mijam. Zazwyczaj. Bujam w oblokach, zastanwiam, sie czy rzeczywiscie skoro wszsytko jest z energii i moge na to wplywac w jakis tam sposob (mniej lub bardizej fizyczny), to czy moge... ale na pewno nie mysle o tym, co nie tworzy mojego zycia. Co zmieni to, ze sie przejme tymi dziecmi, czy krzywdzonymi, czy tymi ktore krzywdza, czy innymi ludzimi z ktorymi wlasciwie nie mam nic wspolnego. Moze i bym mogla, ale nie chce. Nie mam stu dizeci, za ktore odpowiadam i ktore wychowuje, tylko troje. Nie jestem odpowiedzialna za zadne slowo ktore pada z ust innego czlowieka, bo to inny czlowiek za to odpowiada. To jego slowa, Jego czyny, Jego wybor. Jego zycie. Pragnienia jego duszy do wypelnienia w swiecie fizycznym.
Nic mi do tego, dopoki, nie czuje zeby ingerowac, zadzialac, zrobic cokolwiek. Patrzac z perspektywy troche szerszej... ludzie razem z tym co robia wygladaja troche inaczej. I nawet jakbym dala milion zlowych, czy dolarow, czy funtow, na biedne dizeci w afryce, czy gdziekolwiek indziej na swiecie... to one w swoim swiecie beda takie same, dopoki cos sie innego nie zmieni w ich pragnieniach duszy i w efekcie zyciu... Wiem, ze to straszne uogolnienie, ale jakos nie che mi sie pisac setek stron i opisywac tego, z nie wiadomo jaka iloscia slow. Normalnei mi sie nie chce. Wolalabbym sie poslugiwac rotami ;)
pozdr.
p.s. chyba nawet odpowiedzialam niechcacy na wszsytkie akapity