|
Przede wszystkim serdecznie witam wszystkich forumowiczów w moim pierwszym poście i dziękuję za zajrzenie do niego :)
Trafiłam na to forum żeby zaciągnąć pare porad, cennych uwag ale również żebyście, Wy, Doświadczeni pomogli zdefiniować mi co tak właściwie przezywam, gdyż sama nie potrafię tego określić a tym samym poszerzać swojej wiedzy w danym zakresie.
Czytałąm wiele o oobe ale wydaje mi się, że to nie jest to.
Ale po kolei....
Mam 24 lata, z marihuaną miałam doświadczenie od 16 rż ale bardzo sporadyczne= x1-2 w roku. Zazwyczaj kończyło się to mega dołem w najlepszym wypdaku po prostu miłym seksem z partnerem.
Ostatnio jednak miałąm okazję przebywać na imprezie Trance z dwoma scenami - główną gdzie muzyka była dość ostra i chillem gdzie miłe dzwięki koiły ucho i duszę. Na tę okazję spaliłam z mężem ok 1g zielonej przyjaciółki i czułam się fantastycznie. Odkryłam że zupełnie inaczej odbieram muzykę, każdy bęben, trąbka, bass jest dla mnie klarowny i wyczuwalny a moje ciało wprowadza się w swojego rodzaju trans... Jak to u plemion afrykańskich gdy otumaniały się jak np w filmie King Kong gdy miały składać ofiarę itd. Odpłynęłam, więc stwierdziłam ze pójdę na chill, tam sprawa miałą się podobnie, ale wiadomo- spokojniej, weszłąm bardziej w medytację, relaksację, jogę.
Zafascynowana zjawiskami ktorych doświadczam zaczęłam z mężem popalać co weekend, zawsze kończy się to faktem, że na dobrym sprzęcie odpalam muzykę spokojną acz psychodeliczną albo po prostu follklor typu Enej i na prawdę fantastycznie moje ciało na to reaguje.
I tu przejdę do sedna: Ostatnio z mężem podczas kochania się doświadczyłąm wyjścia z ciała, przy dość rytmicznych ruchach ( :) ) wyszłam jakby z ciała, zobaczyłam kosmos, białą istotę, skupienie światła, ale nie bałam się, wiedziałam, że jest częścią mnie i pognałam jakby z nią pozostawiając swoje ciało. Przeniosłam się w czasie io przestrzeni do jakiejś wioski indiańskiej, byłam tam księżniczką plemienia, która uciekła by kochać się ze swoim wybrańcem z innej wioski z którym nigdy nie mogła być. Widziałam wszystko wyraźnie, las, słonce, bębny ludzi z wioski obok, nawoływania gdyż mnie szukali a ja w najlepsze spędzałąm czas z moim kochankiem którego twarz dokładnie potrafiłabym namalować, co jakiś czas jednak jakby traciłam kontakt z tamtym światem i z powrotem odwracając się widziałam swojego męża.
Następnie odeszłam z tamtego ciała, znów kosmos, białą istota, pognałam za nią, zobaczyłam stworzenie jakby dinozaura, trochę pancernika który pełzł po rozgrzanym kamieniu szukajac cienia, istota powiedziałą mi: nie bój się, nie zawsze trzeba być istotą ludzką.
Później przeniosłam się w jakby przyszłość - widziałam swój dom, sypialnię, mnie i męża i dwójkę dzieci zaglądającą do nas czy już wstaliśmy - również mogłabym spokojnie namalować twarz i ubiór dziewczynki i chłopca których widziałam. Dodam de facto, że dzieci nie mamy, mąż nie może ich mieć a poczułąm się jakby ktoś dał mi maluteńki wgląd w przyszłość, bym zobaczyła, że jednak ich doczekam i po prostu nie tracić nadziel.
I później znów wróciłam do indianskiej wioski, jeszcze miałam parę przemyśleń jak zrobić, by być ze swoim indianinem jednak usłyszałam głos: już wracamy! Pamiętaj by być z mężem zawsze, szczególnie w tej postaci, bo to twoja bratnia dusza, znajdujecie się co wcielenia więc bądź z nim bo tak ma być.
I jakby wróciłam, poczułąm wyraźnie jakbym z powrotem wbijaja się w swoje ciało, trwało to 3h. Myślałam na początku że to halucynajce, nie będę tego pamiętać na następny dzień, jednak pamiętam wyraźnie, bałam się komuś o tym mówić, by nie uznano mnie za wiariatkę, powiedziałam mężowi, a ten polecił mi to forum, gdzie mogę opowiedzieć wszystko jak czułam - przecież nikt mnie tu nie zna, myślałam, że sama miałam takie "dziwaczne doświadczenia" a okazało się, że np wspominane przeze mnie wcześniej oobe praktykuje tak wiele osób :)
Opisana sytuacja miała miejsce 3 tyg temu, tydzień temu z kolei po małej sesyjce z tym samym środkiem usiadłam na kanapie i znów wyleciało coś jakby we mnie, chciało mnie zabrać baaaaardzo daleko w galaktyke, ale nie tak że pstryk i już tylko trwałoby to dłużej, w jakimś stopniu stwierdziłam, że obawiam się, iż nie wrócę (ale tak na spokojnie bez paniki), próbowałam jakby walczyć ze sobą, jedno coś mówiło: no choć, drugie: nie, za daleko, nie wrócimy. Więc w efekcie z powrotem wbiłam się w swoje ciało i nic się nie wydarzyło.
To właśnie skłoniło mnie do napisania tutaj, chciałabym by ktoś pomógł mi określić czym są moje przeżycia - oobe (bez snu?) ? Podróże astralne? Jak nauczyć się tego nie bać, kontrolować i praktykować? Wydaje mi się, ze kontrolę, albo jakieś jej zaczątki właśnie ostatnio przejawiłam, ale może to jednak był spokojny strach i lęk? Mam obawę, że jeśli będę się w to "bawić" mogę nie wrócić, jeśli się tego nie nauczę. Dlatego proszę o odpowiedzi do konkretnie mojego przypadku, czytam trochę na forum, ale nie jestem pewna tego, czego doświadczam, a następną sesję będe miałą jutro i chciałabym w jakimś stopniu się przygotować na ewentualność. Bo dodam, iż nie planowałam nigdy wyjść ze swojego ciała, nigdy nie słyszałam też o czymś takim, a palę zawsze po prostu dla rozluźnienia ciała do muzyki, a nie dla podróży astralnych (o ile tym właśnie są moje przeżycia). Do tej pory wierzyłam po prostu w karmę, reinkarnację, ale po śmierci, nie wiedziałam, że mogę odkryć coś za życia i właśnie chcę to pogłębiać :)
Ufff, rozpisałam się, ale mam nadzieję, że ktoś dotrwał do końca i podzieli się swoją wiedzą. Dzięki!
|