|
Vamdou, słuszne bardzo rzeczy rzeczesz. Jednak to nie jest tak, że tylko to widzę. To jest tylko tak, że w tym temacie postanowiłem ten aspekt uwypuklić. Po to, by właśnie wyłożyć go na światło dzienne, być może niektórym to uświadomić lepiej i pomóc w ten sposób zmienić coś na lepsze. Zielu, niby tak. Jednak jest to tak oklepana "prawda" "duchowa", a mimo to coś w niej zgrzyta, bo nie do końca sprawdza się z rzeczywistością. Prosty dowód. Porównajmy to do takiej sytuacji, gdzie jedziesz samochodem lub rowerem, obojętnie gdzie, po prostu jako użytkownik drogi. I teraz możemy mieć różne postawy kierującego. Te skrajne wyglądałyby np. tak, że albo kierujący dyga ze strachu i obawy przed możliwym wypadkiem, albo jedzie pewny siebie, że go nie spowoduje ani on, ani nikt inny, choćby nie wiem co. Pierwszy przypadek możemy porównać do postawy, gdzie dana osoba popada aż w depresję przejmując się strasznie smutkami, cierpieniami, negatywami i poświęcając im prawie całą swoją uwagę i energię i czas. Zaś drugi przypadek możemy porównać do postawy, gdzie olewa się negatywne doznania i ich przyczyny, ignoruje na siłę wszelkie smutki odrzucając je, udając przed sobą i oszukując że nie istnieją, a zamiast tego na siłę szuka niepełnej i nietrwałej wtedy (bo poprzez odrzucenie i niepełną wizję i wykorzystanie potencjału niedualnej rzeczywistości) radości i sztucznego i chwilowego uśmiechu. W pierwszym przypadku być może dzięki takiej ostrożności nie dojdzie do wypadku, albo właśnie wręcz przeciwnie - przyciągnie się go, lub samemu spowoduje. W drugim przypadku być może przyciągnie się bezpieczną jazdę, a dzięki pewności siebie kierowca szybko i efektownie dojedzie na miejsce, a może też jednak przez nieuwagę spowodować wypadek. Wniosek taki, że żadna z tych postaw nie niesie przewidywalnych ustalonych skutków, że obie są ryzykowne, nierozważne, niewłaściwe, a także że zarówno przyczyna pierwsza może spowodować skutek A lub B, jak i druga, choć przeciwna do pierwszej, również może spowodować zarówno A, jak i B. Co więc robić? Nic z tych rzeczy. Dopiero zachowując równowagę i nie wyrzekając się prawdziwego wyglądu rzeczywistości, by na siłę próbować (nieskutecznie) manipulować nią w te lub wewte, można być na tyle ostrożnym i jednocześnie na tyle pewnym siebie, by bezpiecznie i bez zbytniej frustracji dojechać bezpiecznie do domu. To samo zalecam w pozostałych przypadkach. Jeśli na świecie dzieje się zło, to nie należy odwracać od tego wzroku, co jest tak popularnie propagowane przez kręgi (pseudo)duchowe, bardziej jako bezkrytyczna moda, niż duchowa mądrość. Ktoś kiedyś mądrze powiedział, że zło na świecie dzieje się nie przez osoby, które czynią zło (takie uproszczenie), ale przez te, które patrzą na nie obojętnie. Ale to nie znaczy, że mamy popadać w tą skrajność (i drugą też nie). Przejmując się złem, dajemy wyraz części naszego człowieczeństwa i staramy się to naprawić / poprawić na lepsze, zaś druga część naszego człowieczeństwa wyraża się poprzez szczerą radość i uprzejmość. Jedno wyraża jak nie robić, drugie jak robić. Jedno wyraża myślowe ramy naszej drogi, a drugie działanie. To, że jest pierwsze, nie musi oznaczać, że nie ma drugiego, Vamdou. Pozdrawiam.
|