|
"Natomiast zdaje sobie sprawę z tego, że wiele osób popada w zanegowanie własnej emocjonalności poprzed dominację rozumu. Czego efektem jest, że nie rozumieją i nie będą w stanie POJĄĆ niektórych rzeczy, dopóki nie odpalą serducha. " Zgadza się. Ale niektóre osoby, zrażone tym, idą też w drugą stronę, a to też niedobrze, bo bez rozumu popada się w pewnego rodzaju fanatyzm, który także nie współgra z prawdziwym obrazem rzeczywistości. I żeby mnie źle nie zrozumieć, nie mówię, że prawdziwy obraz rzeczywistości jest bardziej ponury, a ja namawiam do ukrócenia potencjału, wręcz przeciwnie! Prawdziwe uwolnienie potencjału następuje w odpowiedniej współpracy rozumu i serca, oba zostały nam dane i oba pełnią swoje bardzo ważne funkcje.
A co do pracy mentalnej bez udziału emocji, też jest to bezsensowne. Równowaga musi być. Gdyby nie używać emocji przy pracy mentalnej, to człowiek nie wiedziałby, w jakim kierunku podążać i kierować wybory. Myśli i emocje, to jak myśli i intencje. Intencje wyznaczają kierunek, a myśli podążają z prądem i poniekąd też wpływają na ten prąd. I choć myślami można wpływać na intencje, to jednak w przeważającej ilości czasu to intencje wpływają na myśli. Tak samo jest, jakby podstawić zamiast intencji emocje. Gdy stoisz przed jakimkolwiek wyborem, jest to zwykle walka pomiędzy umysłem i sercem, a nie powinno tak być, powinna być współpraca w jednym i tym samym kierunku. Np. gdy nie używasz emocji/serca w podejmowanych wyborach, nie zważasz na cierpienie innych, masz inne kryteria wyboru, które wydają się wspaniałe dla samego umysłu, który został zindoktrynowany zwykle przez kulturę i massmedia, i który nie zna bodźców płynących od czystego istnienia, takiego jakie było, jest i będzie, które karmi nas emocjami tak, jak zostaliśmy stworzeni - zło, niszczenie i ograniczanie kreatywności powoduje smutek i cierpienie, dobro, kreacja, sztuka i rozwój powodują radość. Tak więc w podejmowanych wyborach, analizach mentalnych, emocje także grają bardzo ważną rolę, nadają kierunek intencjom, a na ich podstawie znajdujemy uzasadnienie w ramach myśli. Jest takie powiedzenie, że jak chcesz, znajdziesz sposób, jak nie chcesz, znajdziesz wymówkę. I tak jest, myśli na tym poziomie w pewnym sensie nic nie znaczą. Są produktem wtórnym. I o dziwo niektóre emocje także. To niekończące się sprzężenie zwrotne, ale jednak czucie jest w tym ponad myślami, to czucie jest kurą, a myśli jajkiem :P (z jajka robi się nowa kura, z której powstaje nowe jajko i pętla się zamyka... ale to kura znosi jajko, a z jajka wyrasta kura, a nie na odwrót - i tak emocje tworzą myśli, które potem wpływają na nowe emocje). Sam rozsądek to jak mapa terenu, a mapa nigdy nie będzie terenem, realną przestrzenią. Co więcej, bez konfrontacji kartografa z terenem, mapa nadaje się do kosza. Nie bez powodu mówi się, żeby najpierw ktoś doświadczył (a przynajmniej wczuł się) na własnej skórze czegoś, to dopiero zrozumie "jak to jest". Dzieje się tak, bo odczucia bardzo wpływają na sposób naszego przetwarzania informacji, nasze wybory, decyzje, interpretacje, analizy i dążenia. Jeśli ktoś Ci np zrobił krzywdę, jeśli poddasz się strachowi, to znajdziesz pretekst, dla którego masz go ukarać, czy z zemsty, czy z zapobieżenia przed jego kolejnymi potencjalnymi zbrodniami; jeśli jednak poddasz się miłości, to znajdziesz argumenty, dla których masz mu wybaczyć i pokazać inną drogę. Choć czasem jednak strach wbrew pozorom też jest dobry, ma on swoją funkcję i np. dzięki niemu nie skaczemy na główkę ze schodów :3, ale wszystko w równowadze właśnie... a gdzie ten punkt równowagi leży, to już odrębna sprawa i można by na ten temat pisać kolejne wypracowania, w zależności od sytuacji.
|