|
Cześć.
Dawno nie zaglądałem tutaj na forum, a tu nagle na stronie głównej taki temat, że aż musiałem się zalogować i napisać :D przez taki rozumiem bliski temu co działo się u mnie bardzo często kiedyś i ostatnio znowu zaczęło.
Sam bardzo często mam (w sumie to często miałem, ostatnio trochę rzadziej mi się to zdarza). Te same godziny i minuty, ale nie tylko; pojawia się zbieżność cyfr ogólnie, tak jak piszesz. Ostatnio powróciło mi to w dość intensywny sposób. Byłem w Indiach w sprawach zawodowych. Miałem tam w ogóle bardzo dużo ciekawych zdarzeń. Jadąc w Indiach z lotniska pierwszego dnia, zobaczyłem tereny, które kiedyś mi się śniły, mam wrażenie - nie było to deja vu - że miałem tam jakieś poprzednie wcielenie. Równolegle znowu zaczęły po dłuższej przerwie pojawiać się te same cyfry, głównie w postaci godzin i minut. 2 razy podczas tego pobytu wyszedłem z ciała, z czego raz był wyjątkowo intensywny. Miałem uczucie, że jestem w strumieniu świadomości z wieloma innymi osobami, które znam, że tworzymy całość świadomości, a każda osobna świadomość była innego koloru, razem tworzyliśmy płynącą w nieskończoność tęczę barw, emocji. Na dodatek miałem uczucie niekończącego się orgazmu całej świadomości, taka radość nie do opisania. Następnego dnia miałem naprawdę intensywny umysłowo okres (ciągłe rozmyślanie o tym co się stało) i znowu tego dnia miałem kilka razy te same godziny i minuty. Wszedłem też tego dnia na nasze forum (po długiej przerwie, a cała sytuacja miała miejsce w maju tego roku), godziną mojego ostatniego logowania na forum była 22:21 (prawie 22:22 - odebrałem to jako znak, że zatrzymałem się tuż przez końcowym momentem ważnego etapu, nie dokończyłem czegoś co zacząłem - rozwój duchowy, czego symbolem przez długi czas było dla mnie wchodzenie na to forum i zdobywanie nowej wiedzy), a liczbę wyświetleń profilu miałem 888 (spotkałem się z informacją, że w numerologii ta liczba interpretowana jest jako liczba Jezusa, też odebrałem to jako informację pobudzającą, działaj, dobij do tej 22:22 :) ). To dało mi kolejny impuls, aby zagłębić się w temat. Zacząłem wierzyć, że faktycznie, to jest dla mnie budzik i czas naprawdę wziąć się w garść i rozwijać dalej, a nie tkwić w miejscu, jak od dawna tkwiłem. Zacząłęm więc o tym czytać, bo zaciekawiło mnie, że w momencie kiedy jadę do Indii, nagle mam natłok tych wszystkich zdarzeń. Znalazłem informacje, że osoby, którym się to przytrafia i mają jakieś dziwne przeczucie co do tych cyfr, jako dusza przed wcieleniem wybrały takie życie w tym wcieleniu, aby się w nim obudzić, zrobić coś dobrego, pobudzać innych, zwiększać wibracje swoje, swojego otoczenia, świata. Zwracanie uwagi na te minuty i godziny, ogólonie liczby, jest swojego rodzaju budzikiem dla nas, takim prztyczkiem w nos. Czas działać, zacznij szukać, zmieniaj siebie i świat na lepsze. Ja wiem, że nie potrzeba do tego żadnych godzin i minut, ale być może niektórzy potrzebują i stąd zwracają na to uwagę. Dotarłem też do tego, że nasze dusze zadeklarowały się, aby należeć do grupy, tzw. lightworkersów - ludzi, którzy starają się oczyszczać świat pozytywnym podejściem, pozytywnymi myslami itd. - pewnie słyszeliście o nich. Wiadomo, każdy kij ma 2 końce i tutaj też pojawiają się wątpliwości, czy ta grupa, to nie jest jedynie grupą interesów wokół szumnego tematu, zarobkowa albo nawet dezinformująca. Ja jednak mam jakieś pozytywne odczucia po zagłębieniu się w temat, choć jak to u mnie, zawsze jest nuta zwątpienia.
Ostatnio miałem kolejną dość znaczącą moim zdaniem sytuację z cyframi. Od powrotu z Indii dość często widzę te same godziny i minuty. Rozmawiałem z kumplami o tym. Oczywiście wszyscy sceptyczni, że zwracam uwagę, wkręcam sobie itd. Ja uważam inaczej. Wiem, że dla kogoś komu się to nie zdarza, trudno to zrozumieć i traktuje jako zwykłe zbiegi okoliczności i doszukiwanie się. Zapewniam jednak, że osoba, której się to przytrafia, czuje, że jest w tym coś więcej. Jest taka dziwna intuicja co do tego. Następnego dnia po rozmowie kładę się spać. Tej nocy było zaćmienie księżyca. Nie nastawiałem budzika, ale w nocy przebudziłem się i odruchowo od razu sięgnąłem po telefon ciekawy, czy jeszcze załapię się na zaćmienie. Patrzę, a tu godzina 5:55. Było to dla mnie wystarczające odczucie, że to nie przypadek, że to co mówiłem dzień wcześniej chłopakom, jest w jakiejś części przynajmniej rzeczywiste i że racja jest po mojej stronie.
Każdy może mieć swoje podejście, ale tak jest zawsze, że dopiero jak coś się przeżywa i czuje coś osobiście, można się wypowiedzieć z większą pewnością, a moje przeczucie + zdarzenia towarzyszące temu przeczuciu mówią, że te minuty i godziny, to nie jest zwykły zbieg okoliczności. Zresztą lubię powiedzenie, nie ma zbiegów okoliczności, są tylko znaki :) wiadomo, że nie zawsze, ale często uważam, że się ono sprawdza :)
Pozdrawiam.
|