|
''Z...''
To nie była zwykła przyjaźń. To nie był zwykły czas. To nie była jakaś tam. To nie było jakoś tak. To była niezwykła... Relacja, historia i czas. Wiatr? Czy ten wiatr prawdę znał? A może śnieg!? A może kamień, liść lub ptak? A może pachnący rzepak? Tafla wody, uśmiech psa? A może łzy?
Przyjaciele od dziecka, jeden Piotrek, drugi Marek. Na wsi się chowali, na wsi dorastali. Uwielbiali tajemnice, uwielbiali się nawzajem. To nie było pedalstwo, to była najczystsza przyjaźń. Taka rodem ze Śródziemia, albo rodem z Twej pamięci. Gdy byłeś jeszcze normalny, gdy nie wiedziałeś co się święci. Nim odebrano Ci Twoje... Ach... Pewnego wieczoru, Marek zasnął na łące, nie rozumiał co się stało. Pierwszy raz, coś takiego.''Zrozum mnie kolego, to było prawdziwe! Byłem jakiś inny, widziałem siebie z góry!'' Jakiś dar miał, lub zawzięcie, nikt tam tego nie próbował. Nikt tam o tym nic nie wiedział, nikt tam o tym nic nie mówił. Żaden poeta lokalny, żaden ksiądz czy dziad. Żadna babka, żaden pijak, żaden rolnik, żadna wdowa. Marek zrozumiał co trzeba robić, by udało się z ciała wyzwolić. Kilka miesięcy, kilkanaście wyjść, podróżował do innych światów. Podróżował do tych chwil. Do innych dogmatów. Przekonał Piotrka, niełatwo, no bo jak. To nie było przecież normalne, znali inny świat. Od dziecka, przewidywalny, cykl nocy i dnia. Od dziecka karmieni, wykastrowanym DNA. Komu miał wierzyć, jak nie swojemu Przyjacielowi. Tej opętanej maskaradzie? Pod płaszczykiem opiekuńczości? Tak jak mówiłem, to nie była zwykła historia...
Dwaj tak niezwykli. Dwaj tak szlachetni. Dwaj tak silni. Dwaj tak waleczni. Dwaj pełni życia. Dwaj tak odmienni. Dwaj tak wybitni. Dwaj odmieńcy.
Postanowili, uciec na zawsze. Po tym co tam doświadczyli, wybrali to razem. Pożegnanie, z rodziną ukradkiem. Ostatnie spojrzenie, na ojca, na matkę. Nie było im łatwo, ze łzami w oczach. Z domów wybiegli, euforia i rozpacz. Ostatnie spojrzenie... na ojca na matkę! Na brata na siostrę, podwórko i psa. Ostatnie spojrzenie... na dom.
Ich serca płonęły! Ich myśli gnały! W ich sekretnym miejscu, w lesie, ostatni raz się spotkali. Wiedzieli po co, wybór już padł! Nie było odwrotu, nie było już jak. Dwa strzały naraz, dwa ciała leżały. Już było po wszystkim, ich dusze pognały.
Młodzi chłopcy, czekali na wschód słońca! Młodzi chłopcy, ich dalszy los, mgła. Historia z głębiny istnienia... Czy udało im się odnaleźć tam, przeskoczyć mur? Tak jak sobie obiecali? Czy byli razem znów?
|