CYTAT(Tulsi @ 26.01.2016 - 23:52)

Moja ciotka która już nie żyje, opowiadała taką historię:
kupę lat w nocy przychodziła do niej zmora.
Ciotka w nocy budziła się, i leżała patrząc na drzwi sypialni w której spała z mężem.
Po chwili przez zamknięte drzwi przenikała zmora.
Jakiś czas stała przy drzwiach nieruchomo, wpatrując się w ciotkę.
Miała trochę ponad metr wysokości.
Miała ogromne czarne błyszczące oczy i dziob jak bocian.
Na głowie jakąś chustkę zawiązaną pod brodą.
Na sobie jakiś szarobury złachany płaszcz do kolan, jak Zgredek z H.P :)
Nóżki jak patyczki i czarne buty.
Po chwili ruszała w stronę łóżka i wskakiwała ciotce okrakiem na piersi.
Łapała za szyję i dusiła.
Jak ciotka była już prawie uduszona, to wtedy Zmora spadała na podłogę z mokrym plaśnięciem, jakie wydaje rzucona na podłogę mokra szmata.
Wtedy ciotka zrywała się i zaglądała pod łóżko, ale tam oczywiście nic nie było.
Ciotka opowiadała, że przez wiele lat tych "wizyt", już w jakiś sposób przyzwyczaiła się nawet do tego dziwnego gościa :)
I jak zmarł jej mąż i ona została zupełnie sama w tym domu, to była zmuszona wyjechać do siostry, bo była osobą już w podeszłym wieku i nie dałaby sobie rady sama.
I co dziwne - gdy zamieszkała w innej miejscowości, wizyty Zmory nagle ustały !
Czyżby Zmora nie potrafiła zlokalizować nowego adresu swojej długoletniej "podopiecznej" ? :)
Myślę, że to nie są wytwory ludzkiego umysłu, tylko jakiś konkretny stwór z innego wymiaru.
Bo dlaczego z chwilą wyprowadzki wizyty ustały jak ręką odjął ?
Bo może jej mózg był nauczony że to zdarza się w domu?. Jak z odruchem Pawłowa.