|
Ja mam osobowość mnogą i wcale nie uważam tego za zaburzenie, tylko za osobowość :) Jacob ma rację. Za 100 lat będą się z nas śmiać, że takie bzdury pisaliśmy na foro - że to są niby jakieś wielkie ZABURZENIA, a tak naprawdę - normalni ludzie. Ponadto, każdy ma w pewnym stopniu mnogą osobowość. Pomyśl, nie zachowujesz się tak samo względem różnych osób. Przy jednych jesteś cichy i spokojny, ale wystarczy że spotkasz takich dwóch jak was trzech i zaczyna się jazda. To się kształtuje też przez niezgodność tego jakim się jest naprawdę z oczekiwaniami społeczeństwa. Gdzieś widziałam zdjęcie żółwia morskiego który jako mały żółwik musiał wpaść w jakiś krążek, no i w miarę jak rósł, to skorupa dookoła krążka się powiększała, a tam gdzie krążek przytrzymywał, to pozostawała wąziutka. Podobnie może być z psychiką. Jeśli na dłuższą metę udajesz kogoś kim nie jesteś, to w końcu naprawdę zaczynasz taki być, ale to nie znaczy że Twoja prawdziwa osobowość znika. Życie w społeczeństwie to jedna wielka szmira. To są wszystko "zaburzenia" cywilizacyjne. Człowiek z buszu nie miałby takich "zaburzeń". To bzdura że człowiek jest istotą społeczną. Owszem, stadną, ale nie społeczną. Wiecie co mówiła moja babcia kiedyś o człowieku z irokezem na głowie? "Chory człowiek, powinien iść do psychiatry, coś jest z nim nie tak, z głową". Taa, tak zwane "zaburzenia". Zostały wymyślone chyba tylko dla zysku psychiatrów. Psychiatra bierze 120 zł za godzinę zastanawiania się jakie by tu leki wcisnąć.
|