|
A mi się coś przypomniało, jeszcze jak z kontaktem z moimi niefizycznymi miałam dobry, to mnie co raz pytali, co ja chcę. Czego chciałabym w życiu. Przy czym, zazwyczaj się podśmiewali, jak uznawalam cos za niemozliwe do osiagniecia. Zadncyh ograniczen miało być, i tak było. Znalazlam sobie na necie dom - apartament za prawie milion zlotych, jakis tez w tym stylu auto, i wymarzylam milosc jak w zmierzchu... I co raz jakies mniejsze cos, zeby sie sprawdzilo. Te mniejsze sie sprawdzaly. I nie byla to wlasciwie wizualizacja. Nie sam obraz. Albo czasem nawet bez obrazu, a poczucie tego, jakbym chciala zeby cos sie zadzialo. Jeszcze wtedy moglam bez problemu "zobaczyc" co sie zepsulo w moim aucie, albo z czhym moga byc problemu, jak chcialam kupic motor, mentalnie sprawdzalam, kto cos w nim poprawial i co majstrowal, itp... i to akurat bylo bez obrazów, nie mam pojęcia jak wygladają poszczególne części auta, czy motocykla, a trafność była dobra.
No i tak, ludzie nauczeni ze "nie widac, to nie ma", za dużą uwagę przywiązują do tego co widza oczy. Nawet przy nalepszej wizualizacji liczą się odczucia, a ich też jest bardzo dużo... jak kolorów tęczy. I działanie każdego można się nauczyć rozróżniać. Choćby tych kilka, i już świat jest ciekawszy.
|