|
Jeśli chodzi o samobójstwa, to do rzadkości należy, że "delikwent" nie ma nikogo i jest na świecie sam. Zazwyczaj samobójcy mają bliskich, rodziny, którzy zostają niesamowicie pokrzywdzeni czynem samobójcy. Może to o to chodzi, aby swoją śmiercią nie krzywdzić innych, w tym swoich najbliższych ? Osobiście znam przypadek z mojego podwórka: matka trójki niedużych dzieci, rzuca się z wiaduktu na szosę, ginie natychmiast, zostaje z niej miazga. Pozostaje trójka osieroconych dzieci, jej mąż, rodzice, rodzina. To można tylko sobie wyobrazić, jak oni się czują......co muszą przeżywać w związku z tym.
Nie wiem jak by to było w przypadku osób całkowicie osamotnionych ? Lub takich, które z powodu nieuleczalnej choroby i niewyobrażalnych cierpień, poddają się eutanazji ? Bo eutanazja to też chyba forma samobójstwa ?
Z drugiej strony, ktokolwiek, nawet Bóg, czy ma prawo skazywać jakąkolwiek istotę na cierpienia ponad siłę ? Tego to nie wie na pewno nikt, można tylko domniemywać.
Ale jeśli ktoś poddaje się eutanazji, a to niby ma być grzechem, to gdzie tu wolna wola ? Gdzie samostanowienie o sobie ?
Dlaczego skrócenie sobie cierpień ma być postrzegane jako grzech ?
Tak tylko sobie to napisałam..........dobrej odpowiedzi chyba na to nie ma.
|