|
2 listopada 2016
Im bardziej człowiek jest świadomy swoich ograniczeń, tym bardziej go one przytłaczają. Większość ludzi umie się skupić na swoich myślach na tyle, aby odwrócić uwagę od ciała fizycznego. Koncentracja na obecności w ciele może wywołać uczucie błogości, ale zwykle im większe skupienie na materialnej powłoce, tym większy ból, poczucie uwięzienia w nim.
Gdyby śmierć nie istniała, nie byłoby także narodzin. Nie istniałyby wózki dziecięce, smoczki, butelki, mleka zastępcze, laktatory, łóżeczka, pieluchy, śpioszki, pajacyki, śliskie kocyki… Nowi ludzie nie pojawialiby się na tej planecie. Problem przeludnienia zostałby rozwiązany.
W świecie subtelnym każdy może wyglądać na tyle lat, ile chce. Może przybrać dowolną formę. Ludzki kształt jest bardziej naturalny niż jakaś tam kulka energii czy „punkt świadomości”. Taka jest siła przyzwyczajenia. Człowieczeństwo jest stawiane ponad wszystko, postrzegane jako najwyższa wartość. Nieodłącznie wiąże się z cielesnością, posiadaniem główki, rączek i nóżek. Jest to cenione jak nie wiem co, tak jakby życie bez tego nie było dostatecznie prawdziwe. Ludzka forma jest symbolem odrębnej osobowości, bez której egzystencja wydaje się niemożliwa.
Utożsamienie z ciałem jest tak silne, że po jego opuszczeniu trudno jest być świetlistą mgłą czy energetycznym obłoczkiem. Ciężko jest przenikać przez ściany, sufity, meble, niełatwo jest też unosić się w powietrzu. Fruwać. Płynąć swobodnie. Szybować nad miastem bez celu. Latać między blokami.
|