|
13 kwietnia 2016
Tylko tu i teraz. W pełni obecna. Tylko ból i nic więcej. Łzy ciekną po policzkach, ciepłe i słone. Ja płaczę... jak to? Jest jakieś "ja", które płacze? To nie do pomyślenia! Ale w tej chwili nie jestem w stanie tego roztrząsać. Zajmuję się samą sobą. W tym momencie istnieje jedynie czarna rozpacz, która przygniata mnie jak głaz. Dusi mnie. Nie pozwala być sobą.
Zakładam, że wiesz, o czym mówię. Ta energia rozwala mi ciało. Rozsadza mnie od środka. Jest bardzo silna. Potężna. Kruszy mury... brakuje mi odpowiedniego słowa... iluzji, ignorancji? Ach nie, to takie tandetne i oklepane. Znowu zerżnęłam słownictwo od kogoś! Czemu nie jest mi dane mieć nic swojego? Mniejsza o to. Ziemska rzeczywistość boli i nie da się tego ukryć. Całe szczęście, że w tramwaju nie ma nikogo z wyjątkiem jakiegoś śmierdzącego chłopa. Wyciągam z kieszeni chusteczkę i próbuję doprowadzić swoją twarz do porządku, zanim dosiądą się inni. Na pewno nie zrozumieliby. Nikt nie jest w stanie mnie pocieszyć, niech nie pytają, co się stało. Ja sama nie wiem, o co mi chodzi.
Prawda jest taka, że walczę z moim ciałem kolejny dzień. Ono nie chce współpracować. Ale ja nie dam za wygraną, nie przegram tej bitwy. Nienawidzę okazywać słabości. Skąd w takim razie te łzy? Duch miota się bezradnie w kupie mięsa. Dokąd w ogóle jedziemy? Gdzie mnie prowadzisz? Wciąż szuka jakiegoś punktu zaczepienia, jakichś marzeń do zrealizowania, ale marnie mu to idzie.
Wpatruję się tępo w szybę. Mijam ulice zapchane ludzką świadomością. Coś mnie tu trzyma, tylko co? W jakimś celu to ciało istnieje. Nie odgadnę, po co. Chociaż w głębi duszy wiem. Ukrywam to przed samą sobą, nie jestem w stanie się do tego przyznać.
Przede mną jeszcze jakieś sześć kilometrów. Wystarczająco dużo czasu na roztrząsanie zagadek ludzkiego bytu. Pragnę położyć się do łóżka, uśpić ciało, zapomnieć o nim na jakiś czas. Ale czy to pomoże? Nie, to tylko ucieczka, do tego czasowa. Kiedyś w końcu trzeba będzie wrócić. Senne doświadczenia szybko ulotnią się z pamięci i pozostawią niedosyt. Palącą tęsknotę, której nie ukoi żaden żywy człowiek.
Nie wyszło mi kolokwium, bo umysł znowu się zawiesił.
|