|
Z tych hindusuf to lubiłem U G Krisznamurti. Zawsze mnie rozbawiał na tych filmikach gdzie jako zgoszkniały starzec nad grobem, zaprzecza wszystkiemu czemu da się zaprzeczyć, łącznie z samym sobą.
No i Jiddu K. - ale to już inna liga..
Teraz Ramana, Mooji, i reszta to mi sie tylko kojarzy z tymi zakompleksionymi, znudzonymi turystami .. co siedzą w aszramach i mantrują "ja jestem TYM, OooOoooO" :0 Nie wiem na czym polegała/polega ich misja na tej planecie - skoro przyciągają właśnie najwięcej takiego kontentu istot xd(Ramana by chyba nie dostał na to raka bo by powiedział że "ona jest TYYYYM" w istocie jest ale na tym poziomie przycznowości nie, co zawsze będzie zabawne)
Jako jełropejcyk bliższe mi zawsze były tutejsze szkoły misteryjne i samotni - nie atencyjnii zgłębiacze prawdy. A tego to można wymieniać i wymieniać, z każdej tradycji od Rudolfa Steinera, Franza Bardona po Austina Osmana Spare. Poprzez starożytnych greków/hermetyków egipskich po Sufii i chrześcijańską Gnoze gdzie w Apokryfach Jezus mówi prawdę. No i prawdziwych żółtków nie podrabiańców czyli dzogczen. I tak każdy głosi o tym samym, cała zabawa to tylko performes opatrzony inną symboliką/mitologią.
A największa tajemnica wszystkiego jest taka, że tak naprawdę nikt nie wie o co w tym wszystkim chodzi. Statek bez sterów.
|