|
Darek chcąc nie chcąc - przypadkowo pewnie odświeżył temat. Myślę, że był on dobrym pomysłem. Ja mam wiele takich różnych sytuacji, o których próbowałam zapomnieć. Im dalej lata, tym na odwrót, jestem coraz bardziej nadwrażliwa i żałuję nawet niedawnych spraw. Z tego co mogę opowiedzieć.... Wspomnienia, które bolały, teraz już nie, ale kiedyś. Nie radziłam sobie czasami w szkole, przechodziłam okresy buntu i totalnego zagubienia co do tego kim jestem. W porządku, napiszę to..."i'm speaking it!"
Miałam 7 lat niecałe, gdy poszłam do pierwszej klasy podstawowej. Dla dziecka to duże przeżycie. Zanim poszłam do szkoły - byłam odważnym dzieckiem, śmiałym i trochę butnym. Jednak, pierwsze lata szkoły, zmieniły mnie. Myślę, że możliwe iż właśnie przez nie, miałam potem pewne problemy. Ławki w klasie były zielone, pomalowane farbą, a ławeczki na których siedzieliśmy - połączone z ławkami. Nosiliśmy fartuszki z tarczami. Nie pamiętam całkiem pierwszych dni szkoły, pamiętam za to że zraził mnie dorosły, a ja uważałam jako dziecko, że to moja wina, że rzeczywiście jestem może bardziej niegrzeczna niż inne dzieci (choć wiem już, że wcale tak nie było). Zawsze to Ja byłam w centrum uwagi nauczycielki, ja miałam nieść dzienniczek, bo pośród tłumu rozmawiających siedmio, ośmio i dziewięciolatków - pani słyszała tylko mój głos. Nie chcę opowiadać szczegółów, nie lubię mówić źle, wybaczyłam, nie mam za złe. Ale nie umiałam wybaczyć sobie, w podświadomości zostało, że to ja jestem ta gorsza, ta winna i cokolwiek chcę powiedzieć - mam być cicho. Jak wiadomo czasem gdy czujemy się gorsi, tak też jesteśmy traktowani, więc po zmianie szkoły (4-6) byłam nieśmiała, niepewna swojego zdania i czasami ktoś dokuczał. Kolejna zmiana szkoły (7-8) już inaczej odrobinę, ale...też niepewna siebie, rozczochrana, krótkowłosa chłopczyca. Niepewność siebie, zagubienie w sobie, nierozumienie siebie szło za mną długimi latami, a im niepewniej i dziwniej się czułam, tym gorzej bywało. Liceum. Czasami za tym szło coś od drugiego człowieka, jakieś dokuczenie, ale bardziej bolało poczucie winy, że to ja jestem dziwna. Ktoś inny mógłby pominąć i nie brać pod uwagę wiele akcji, ale nadwrażliwy umysł atakowanego choćby odrobinę - zapamiętywał. Nieśmiała nastolatka, później trochę lepiej. Wiele etapów, wiele reakcji i akcji. Wreszcie później poszłam na studia, wiele się zmieniało, szło naprzód, ale nieufny, samotny wilk pozostał, co zauważyłam rok temu, znów czując się Tą dziwną i Tą obcą....Na studiach zmieniło się wiele, zmieniłam się Ja i bardzo mnie to cieszyło, powoli, etapami, miesiącami. Odzyskałam świadomość tego, kim jestem, co czuję, zrozumiałam, że w życiu nie wszystko musi iść dobrze i nie wszyscy muszą nas lubić. Rok temu nadal odkryłam, że samotny wilk we mnie jest nadal - źle czujący się w dużym towarzystwie. Przez trzy lata studiów i ode mnie sprzed roku wiele się zmieniło. To jest moja historia, mam nadzieję, że ktoś ją przeczyta. Dlaczego tyle napisałam? Proste - żeby pokazać jak czasami jedno wspomnienie, jedno zdarzenie może rzutować na wszystko. Nie mam pewności, czy chodziło o zdarzenie z pierwszej klasy, ale przecież w końcu wcześniej byłam odważniejsza, musiało więc gdzieś zostać. Jeśli zaś nie wzięło się od tego, to jednak opisałam trudne doświadczenia i moje ścieranie się z samą sobą przez lata z powodu tego, że czułam się "obca i dziwna". To siedziało kiedyś we mnie, aż nauczyłam się rozumieć, że jestem tym, kim jestem teraz..... Obnażyłam się, ale może komuś to pomoże, coraz mniej boję się mówić prawdę jaką czuję. Heh, dawniej nawet nie dałabym tu zdjęć (ani tego wpisu, kto wie, może jeszcze z rok temu z hakiem bym się bała dać) z obawy, że ktoś dostrzeże i powie: "heeej to ta dziwna (ew. głupia) dziewczyna, co z nią chodziłem do szkoły". Tamta dziwna dziewczyna jest dziwna, ale teraz jest świadoma i jeśli niecałkiem, to choć trochę umie sobie radzić już. Tamta dziewczyna to dawna ja....zanim wstała wyżej na nogi. Zanim zaszły zmiany na Teraz.
Pozdrawiam
|