|
Hehe wczorajszej nocy mialem zajebista rzygode. W koncu znalazlem swojego wyzszego ja. Moze zbyt mocno wyrazilem sie w temacie "obe nie istnieje", a moze tak trzeba. Po raz pierwszy odkad doswiadczam obe, czyli okolo 3 lat, poczulem wyraznie czyjas obecnosc za swoimi plecami. Ten ktos trzymal mnie za nadgarstki i nie pozwalal sie ruszyc. W koncu uslyszalem prawdziwy glos, nie zadnej atrapy. Glos byl stanowczy, nie jestem w stanie przytoczyc calej rozmowy bo jej nie pamietam. Pamietam tylko ostatnie zdanie ktore brzmialo: a gdzie podziekowania ?. Zapanowala cisza i nie bylem w stanie nic z siebie wydobyc. Zrozumialem ze to jemu zawdzieczam te wszystkie lagodne ladowania w swoim ospuo i ze to on dba caly czas nad moim bezpieczenstwem.
|