|
Wszyscy gadaja o tej energetyce: a to że trzeba ładować a to, że czakry pozatykane a to ktos przepycha jakies kominy że dobre reiki że Moenowskie NEW że Castaneda hmm? tak się zastanawiam czy nie lepiej zacząć od bardziej prozaicznych spraw. Jak ktos siedzi za przeproszeniem na dupie cały dzień, miesiąc, rok i gapi się w telewizor, albo po prostu tak jak ja ma pracę nie wymagającą wysiłku fizycznego a przy tym na tyle męczącą, że nie ma po niej ochoty na wysiłek, to niech się nie dziwi, że energetyka u niego nawala i czuje się jak dziurawa dętka albo miękki ch*j;) Jak się człowiek przynajmniej raz dziennie nie spoci to i potem mu nawet Dżizas nie pomoże- I go zeżre astralna aktoplazma od leona albo jeszcze jakieś gorsze świństwo;) Ja po 5 km biegu osiągam taką jasność umysłu jak przy nagłym olśnieniu albo medytacji albo po lekturze filozofii buddyjskiej... Prócz tego wiele hormonów się wydziela i człowiek jest po prostu szczęśliwszy a, że wyjebany jak koń po westernie nie ma siły użalć się nad swoim życiem i drzeć na całe gardło jak to go system ciemięży;) Czuje sie po prostu zjednoczony ze swoja prawdziwą (może nieco zwierzęcą ) naturą:) Później można zacząć pracę z zaawansowanymi formami energii ( o ile zajdzie jeszcze taka potrzeba) he he wszelką krytykę przyjmuję na kletę:) Ściskam kochani
PS. Ostatnio do mnie WT* zagadał po łacinie: "medice, cura te ipsum - lekarzu, ulecz samego siebie" no więc się leczę...
*Wyższy Tomasz L i b e r t é __ t o u j o u r s
|