|
hehehe dubluje swój post, ale co tam tutaj lepiej pasuję. W te wakacje miałem bardzo dziwne ?spotkanie?.
Budzę się o 2 w nocy, w pozycji siedzącej na łóżku, i widzę metr przed swoją twarzą postać. Ubrana była na biało, z bladą twarzą i krótkimi włosami. Zaczynam do niej mówić: Idź stąd, jeszcze nie czas, powtarzałem to z wielkim uporem niemal przez łzy, jakby moje życie było zagrożone i prosiłbym kogoś o zlitowanie się nad mną. Postać nic, milczy, lekko się uśmiecha, próbuje ją odgonić ręką. Jestem w pełni świadomy tego co się dzieje. Po chwili wstaje, a ta postać razem ze mną, jest ogromna, klatka piersiowa była na wysokości moich oczu, bałem się spojrzeć jeszcze raz w jej twarz. Idę w stronę drzwi, postać się cofa, naprawdę długi spacerek, jestem przy ścianie i próbuje ją uderzyć, ręka przeszła przez tą postać i uderzyłem w ścianę, drugą ręką zapaliłem światło. Postaci nie ma. Schodzę na dół po schodach i słyszę jak wyję mój pies, ja pier*** czułem się jak w horrorze, myślałem że śnie i zaraz coś mnie zaatakuje. Resztę nocy spędziłem przed telewizorem z nożem w ręku, co chwile, ściszając tv i nasłuchując czy nikogo nie ma.
Przez dobry miesiąc nie spałem w swoim pokoju. Nawet myślałem żeby wezwać jakiegoś specjalistę. Były jeszcze inne przygody, ale ta była najbardziej przerażająca.
|