|
Jak mi los dupsko kopię, to mu oddaję dwa razy mocniej :] Problemy i niepowodzenia, najlepiej przekształcić w lekcję, w motywację do działania - wówczas każdy problem okazuje się być tylko wskazówką i dobrą radą, a więc już nie jest uciążliwy - oczywiście nadal jednak jest stres związany z samym zajściem problemu i tu okazuje się, że najprostsze sposoby siłowe są super skuteczne:
- idź do lasu, co samo w sobie jest relaksujące i wybierz konkretne drzewo - zanim wyżyjesz się na nim, przeproś je za to - jemu i tak się nic nie stanie, poza może mikrourazem kory :D ale lepiej przeprosić, że to z potrzeby chwli :]
- znajdź kawał głazu, albo ściany i przywal konkretnie z buta, piąchy, dyńki :)
- weź siekierę i idź pozaczepiać karki xD
żartuję oczywiście, ale np. 5 km bieg, ciłownia, rąbanie drewna, etc to metody, które wyłączają myślenie, a wysiłek fizyczny dobrze rozładowuje emocje.
Ja stosując opisane metody mogę w zasadzie powiedzieć, że realne problemy mam okazyjnie i w zasadzie ciężko wywołać u mnie deprechę, czy jakiś efekt przytłoczenia światem - polecam metody siłowe :)
Nie wiem, czy każdy tak ma, ale wydaje mi się, że można określić dla siebie cykl życia - sukcesów i porażek:
ja mam np. w miarę stabilne życie przerywane czasami kilkoma niepowodzeniami, które w pewnym momencie się kumulują i zamieniają w jeden megałomot, który zwykle trwa około miesiąca, taki kryzys niewiadomego pochodzenia, następnie zaraz niemal po nim mam ok. 2-4 minisukcesów by po nich zaszedł sukces wielki, po którym "dobra aura" się jakiś czas utrzymuje by powoli opadać i zjechać na normalkę, etc - takie koło zdarzeń, które - nie sprawdzałem - ale raczej następują przewidywalnie i niezależnie ode mnie, choć można je zmienić - np. wiedząc które zdarzenia spowodują megaporażkę - pewnie można znaleźć w tym jakiś wzór, schemat...
|