|
Poczynając od tego ze gdy tylko sie za to zabrałem, mój stary świat się zawalił :-) Euforie i bezkrytyczne przyjmowanie wiadomości( Castaneda , Monroe, którzy sa tylko wierzchołkiem góry lodowej )... dalej...ciągłe poszukiwanie "potwierdzenia" , usilne próby "weryfikacji" owych doznań... ślepa uliczka ?
Później było małe "załamanie wiary", moj całkiem nowy świat tez sie zawalił. Nastąpiło gwałtowne i bolesne zejście na ziemie. Z krzewiciela zamieniłem sie w tępiciela :-)
Czas totalnej abstynencji, zwyczajne życie smutnej mrówki... Ktoś próbował sie do mnie dodzwonić ale słuchawka była zawieszona :-)
Przyznaje ze źle sie czułem jako kupa miecha z chemiczno-eklektyczną duszą.
W końcu coś mnie kopneło w głowę i wyszarpało za szmaty, a jakaś dobra istota zapaliła światło.
Czuję że troszkę urosłem hy hy :-)
c.d.n.
|