|
Masz rację leon, sorki;) juz piszę. Może jeszcze tylko dodam prośbę o schematyczne określenie drogi jaką każdy z nas przebył do dnia dzisiejszego, pod względem ezoteryki.
Oto moja droga: opętanie (jako dziecko) -> katolicyzm -> książki fantasy i sf, później ezoteryczne -> medytacja, tarot, wahadełka -> OBE -> Tu i Teraz (stan obecny)
1. wyjście poza dogmaty, teorie, religie; szersze i o wiele bardziej tolerancyjne spojrzenie i na świat (zaczynałem od katolicyzmu). Nie podlegam żadnej religii, czy systemowi wierzeń, choć najbliższe są mi dogmaty R. Monroe i następców.
2. podniesienie tzw. morale, które nie jest już warunkowane normami społecznymi, ale tym, co wypływa ze mnie. Świadomość świata i czynników nie-fizycznych otwiera mnie na doświadczanie świata i ludzi takimi jakimi oni są, bez długoterminowego oceniania, osądzania i odrzucania. Każdy człowiek ma u mnie zawsze otwarte drzwi.
3. znacznie głębsze zrozumienie tego, co odczuwam (empatia, telepatia, nie moje myśli, emocje, itp.) oraz tego czego oczekuję od świata w różnych sytuacjach
4. Celem życia jest tworzyć, tworzyć, tworzyć - czy tego chcemy czy nie bezustannie tworzymy nasze myśli, emocje, wyobrażenia, działania... Człowiek powinien najpierw poznać siebie i zrozumieć co i za pomocą czego lubi tworzyć najbardziej a następnie robić to! Słuchaj siebie i podążaj za wewnętrznym głosem, to droga do szczęścia.
5. zrozumienie i o wiele bardziej świadome doświadczanie prawa intencji (Podobne przyciąga podobne)
6. świadomość istnienia i funkcjonowania innych narzędzi takich jak: stan wyciszenia, wibracje, ciała nie-fizyczne.
7. Oczywiście świadomość istnienia czegoś takiego jak Bezwarunkowa Miłość (jaka płaska jest ta nazwa...)
To chyba tyle.
EDIT:
Dla jasności: przed rozpoczęciem praktyki duchowej byłem człowiekiem zagubionym i mało świadomym samego siebie i tego, za czym tęsknię i czego pragnę. Praktyka duchowa (w moim mniemaniu) przyspieszyła ten proces uświadamiania sobie. Celowe działanie jest w tym kontekście lepsze od życia bezcelowego, jakie prowadziłem do momentu rozpoczęcia praktyki duchowej. Jako katolik byłem dość arogancki w swoim uświadamianiu innych uważając, że posiadam monopol na prawdę (nie jestem pewien czy udało mi się pozbyć tej arogancji:).
EDIT2:
cd. przed rozpoczęciem praktyki duchowej moje życie pełne było niskich emocji, lęków, stresu... nagminnie uciekałem od rzeczywistości w świat gier, książek i w samotność. Teraz jestem bardziej otwarty na wyrażanie siebie w życiu, nie uciekam już tak bardzo.
EDIT3: chyba nie wierzę juz w przypadki
|