CYTAT(Conchita @ 13.12.2007 - 16:49)

Mam wrażenie Miszka, że denerwuje Cię raczej fałszywa pokazowa zewnętrzna miłość, przesłodzone uśmiechy, za którymi nieraz nic się nie kryje, oprócz formy podniesienia własnej wartości we własnych oczach, niż prawdziwa CBM... Szczękościsk stosowany, maaaaska! Być może wiąże się też z jakimś napięciem, które wywołuje u Ciebie ten temat.
Na mnie identycznie działa np. odjechane mentalizowanie misyjne, ego tripy mentalne (coś a la "jestem wybrańcem wszechświata, patrzcie, jaki/a jestem zayebisty/a", tu jest dopiero w ciul sztucznego światełka EGO) - a roi się od tego na różnych forach ezoterycznych, tu najmniej na szczęście:).
Seth: wierzę Ci ... Każdy kiedyś przeżywa ten "pierwszy raz", kiedy tego doświadczy, a wtedy poglądy lubią się zmieniać...
O dokładnie to mi chodzi- zaczęło się od pluszaków, mang, kociaków, a skończyło się na zewnętrznych objawach CBM. Jak dla mnie to jest to coś osobistego. Przejawem miłości jest jakiś miłosierny czyn. Robisz swoje i znikasz już Cię nie ma. Zapominasz o swoim czynie, bo co miało się dokonać to się dokonało.
Coś ostatnio mam jakiś zjazd. Tak idę i widzę jak ktoś szczerzy kły od rana do wieczora, a jak zapytasz takiego:
"Jak minął dzień?", to odpowie
"O fantastycznie!!! Kupiłem dwa kilo kartofli, przeprowadziłem babcię przez ulicę i posłuchałem odjechanej muzy UUUAAOAA Justin LofCiAm!!! :*, :* ,^_^". .
A w nadmiernie futrzastych zwierzakach chore jest to, że nawet jak chciałbyś unicestwić całe jestestwo takiego stwora, to on zrobi zaciętą minkę, zacznie przebierać nieporadnie łapkami. A jak widząc takie straszne rzeczy zaniechasz niszczenia tego zła w zarodku, to futrzak podleci do góry i powie: "ŁIIII, kocham Cię!", wyemituje dużo CBM i nagle zza rogu wyjdzie mała dziewczynka i powie wierszyk.
Takie straszne sceny prześladują mnie w snach, na ulicach, w środkach masowego przekazu. Różowy, lukrowany koszmar. Ostatnio, aż boję się wyświadczyć jakiegoś dobra, żeby ze mnie nie wylazł taki puchaty borostwór o uśmiechniętych oczach.