|
W astralu jeszcze nie byłem, więc z autopsji nie wiem, ale słyszałem historie pewnego człowieka. Pseudonim miał "Korzeń" i "równy" z niego był gość. Słuchał ostrego metalu (że tak powiem satanistycznego, ale czcicielem szatana nie był). Lubił się odprężyć. Często sięgał po marihuane i tzn. samare (piwo pomieszane z amfetamina-do wąchania) i interesował się egzoteryką. Otaczał się ludźmi starszymi od siebie, rozwiniętymi duchowo.Wszystko byłoby fajnie gdy się raz nie zaćpał^^(coś dla Adi'ego i innych "cwaniaków" którzy chcą na skróty).
Jak to mówił spędzał miło czas ze swoim ziomkiem przy ognisku. Mieli samare i parę piw. Nie był jeszcze naćpany, po prostu lekko mu się kręciło. Szedł obok tego kolegi i nagle poczuł "zimny powiew pełen autorytetu, który kazał mi go zabić...mojego najlepszego zioma.Z drugiej strony czułem strach...ten ktoś był potężny...i chciał śmierci..."korzeń nie był sobą uległ. Sięgnął do kieszeni. Znalazł na dnie ostry scyzoryk myśliwski. Zaczął go rozkładać. Nie dał rady, bo drgały mu ręce- w końcu nie był już trzeźwy.
-Pitek, słuchaj idź tak parę metrów przede mną, a ja wytrzeźwieję, bo coś jest nie tak.
Jak został sam z tyłu rozłożył scyroryk. Popatrzył na ostrze. Wciąż czuł ten powiew, to powietrze...ono było lodowate...Jescze raz spojrzał na ostrze...co ja robię? Rzucił scyzoryk w krzaki z całej siły. Zaczął trzeźwieć. o mały włos zabiłby najlepszego kumpla...usłyszał śmiech. Odwrócił się, zobaczył, że jest w ogrodzie, ogrodzie pełnym rzeźb ludzi. Rzeźby nie były podpisane, ale wpatrzył się w jedną i pomyślał sobie, że to musi być Mojrzesz, a to Izajasz i Ezechiel. Coś mu to mówiło...Nagle spostrzegł kwiat, był piękny. Tylko, że na czubku zamiast okwiatu była głowa węża. Kobra syczała i śmiała się.
-Ten wąż się śmiał, więc się spytałem czemu się śmieje. -Teraz jesteś mój. Na wieki...Już nigdy nie będziesz wolny...
Chłopak zaczął uciekać. Za plecami usłyszał zimny śmiech.Kobra zaczęła krzyczeć -Wracaj tu....Zabij go...Sam zginiesz...Zabijemy Cię...
Nagle spostrzegł, że w ręce ma torbę ze swoją głową(!).Wyrzucił ją. Później się zorientował, że to musiała być torba z samarą...Przestał już wdychać...Zaczął biec...
Uciekł. Halucynacja zniknęła.Trzeźwiał. Spostrzegł koło siebie Pitka, o dziwo on też był śmiertelnie przestraszony... -Ty też to widziałeś? -Tak... -Pitek, ale ty przecież nie brałeś nic. Nic nie piłeś. Nawet samary... -Wiem ale widziałem to...
Rozstali się. Po dwóch dniach Pitek przyszedł do Korzenia. Korzeń nie wychodził z domu. Miał stany lekowe, halucynacje. Telewizor topił się na jego oczach. w powietrzu latały różne przedmioty. Wyginały się łyżki do zupy podczas obiadu.
-Stary, coś mi się z głową stało. Widzę rzeczy których nie ma. Halucynacje, stary ja tak dłużej nie mogę. -Ej mam tak samo. Od tej zbiorowej halucynacji z tym ogrodem... -Stary mam karty tarota w domu. Babka na rynku mówiła że to działa.To jej zwędziłem....
cdn <muszę zrobić sobie przerwę;)>
|