|
Dość dziwna historia, Nie daleko, mojego miejsca zamieszkania się wydarzyła. Dużo o tym opowiadali ludzie i pewien ksiądz który interesował sie ezoteryką i nie podchodził do tego jak inni księża.
Grupa młodych ludzi zrobiła sobie imprezę taki o zjazd, mieszkali niedaleko jeziora, na którym była wyspa, wiadomo młodzi nie zastanawiali się długo wzięli łodzi i zrobili sobie ognisko na wyspie, usiedli w kręgu. Ktoś zaproponował żeby wywołać duchy, zabawa trwała dość długo i udało im się kogoś przywołać, nie wiedzieli czy był to dobry czy zły duch, ale gdy powiedzieli żeby odszedł. Gdy już go nie było jedna z dziewczyn wstała i zaczęła biec w stronę wsi, wzięła łódkę i odpłynęła. Dotarła do domu wzięła nóż, pod cięła gardło swojej babci i zabiła swojego psa, po tym wszystkim zemdlała, przyjechała policja, oczywiście badania, sprawa, śledztwo, nikt z imprezowiczów nie przyznał sie do tego, że wywoływali, każdy milczał. Dziewczynę zabrano do szpitala psychiatrycznego, spędziła tam przeszło 20 lat, faszerowali ją lekami psychoaktywnymi, dopiero po tych 20 latach, ktoś przyznał się do tego, na imprezie na wyspie, poddali się seansowi. Przysłano do niej księdza egzorcyste albo świeckiego (już nie pamiętam), udało mu się, "przepędził" złego ducha z jej ciała, Pamiętała dokładnie wszystko co było do imprezy, a przez 20 lat pustka, dziura, Pamiętała siebie z przed 20 lat, zdziwiona swoim wyglądem. Musiała się wiele nauczyć, niestety dalszych losów tej kobiety nie pamiętam i już chyba nie żyje.
Wniosek z tego taki, że duch nie odszedł, został i wybrał ofiarę najsłabsza, ze słabą wolą mógł opanować jej umysł. Trzeb być silnie uduchowionym i znać swoje możliwości co do praktyk spirytyzmu tak mi się wydaja.
|