|
jesli nie potrafisz sobie poradzic z tym, ze kaza ci chodzic do kosciola, to rob "pseudo-wyjscie". Zamiast do kosciola idz na spacer (tak sie robilo za mlodu ^^).
U mnie ostatnio znow matka cos o kosciele gadala, to powiedzialem, ze nie pojde. Ona powiedzila wtedy cos, ze pojde do piekla (:D), a ja, ze fajnie :D Pozniej powiedzialem, ze mam swoj wlasny swiatopoglad, to mi chciala wmowic, ze jestem katolikiem, znow powiedzialem ze mam wlasny swiatopoglad i nikt mi nie bedzie niczego narzucal i zwatpila.. Proponuje wiec, powiedziec im, ze masz wlasny swiatopoglad. Swoj wlasny i nikt ci go nie zmieni. Moze sie odczepia i zrozumia, ze potrafisz sam myslec i sam sie o siebie troszczyc.
Jak by nie bylo, wszystkie "walki" sa toczone z powodu kosciola i boga. Nie ma, ze "nie wychodz, bo ci reka uschnie", tylko "nie wychodz, bo traffisz do piekla". Cala religia robi sieczke w mozgu ludzi, wieksza niz mozna to sobie wyobrazic. To nie jest wlasnowolny wybor, tylko z gory narzucony przez kogos. To boli... Od mlodego jest sie faszerowanym durnowatymi opowiesciami o tym, jak to Ewa zjadla jablko, bo jej szatan kazal.... Za mlodu sie w to wierzylo, CZAS sie zmienic i WYBRAC SWIADOMIE swoja droge. Wierze, ze ci sie uda to udobruchac ze starymi, bo to twoje zycie i ty sam robisz odpowiedni ruch.
|