|
Witam
Jest to moj ostatni post na tym forum, moze niektorych to ucieczy, moze niektorych nie bo spotkalem sie z nielicznymi opiniami ze moje wypowiedzi komus sie spodobaly co mnie bardzo cieszy. Odchodzac chce tylko cos napisac. W ostatnim tygodniu doswiadczylem zla. Przyszlo, w swojej najczystszej formie. Bylo bardzo wyrafinowane, weszlo w moje mysli i nie przerazilo mnie to, zdawalem sobie sprawe z jego obecnosci ale nie balem sie. Rozmawialo ze mną, dyskutowalo, licytowalo sie ze mną, podwazalo milosc i kazdy argument jaki rzucilem przeciwko niemu. Pokazalo mi sen, w ktorym trace rodzine i milosc chcac mi udowodnic ze to krotkotrwale. Jest cfany. Jestem w stanie pokusic sie o stwierdzenie ze zaden czlowiek nie moze z nim rywalizowac. Jest zbyt silne, naprawde. Przez tydzien w mojej glowie pojawialy sie straszne mysli, naprawde, te najgorsze. Stalo sie najgorsze - zadalem sobie pytanie czy moglbym byc zly? czy moglbym komus zrobic krzywde? przysnilo mi sie, ze zabijam swoje psy w obledzie . To nie jest bajka, nigdy mi sie to nie zdarzylo wczesniej, ale naprawde, spotkalem sie z nim twarza w twarz. Ze złem. Ono istnieje. Chce Wam powiedziec o czyms jeszcze. Zawsze myslalem ze mam metode na zlo, myslalem, ze milosc to wszystko. Gdy on przychodzil zeby wdac sie ze mna w dyskusje wyobrazalem sobie milosc, ale on ją podwazyl. Obalil ją. Cisnolem w niego pociskiem milosci, ale on sie uchylil. Kąpalem sie w soli, smarowalem sie czosnkiem ale on i tak nie dawal za wygraną, nic nie dzialalo. Bylem przerazony. Zlo robilo mi sieczke w glowie mimo ze bardzo sie przeciw niemu zapieralem to jednak cuzlem jego destrukcyjny, zimny powiew. Posunolem sie, z bezradnosci do ostatniego czynu - pomodlilem sie. Do Jezusa, bo tylko on wydal mi sie wiarygodny z calej Trojcy Swietej, jako ze cale zycie glosil milosc. Trwalo to, ja wiem, 10 minut? Odszedl. Poczulem to. Zlo odeszlo, bez slowa, bez zadnego dialogu. Po prostu odeszlo. Nie podwazylo juz niczego, nie mialo zadnego argumentu, nie powiedzialo slowa, odeszlo. Widze tysiac postow a pierwszy to widze Leona "wiedzialem ze jestes ukrytym katolikiem straznikiem systemu!". Kochani, ja nic od Was nie chce ani nie wymagam. Moje prawie 4 letnie podroze poza cialem koncze kontaktem ze zlem. Jako czlowiek jestem zbyt slaby zeby radzic sobie z nim samotnie. Nie chce, zeby kto kolwiek z Was spotkal sie z nim tak jak ja - oko w oko. To straszne spotkanie. Ale teraz wiem, co to znaczy zlo. Ono istnieje i jest potezne, czy tego chcecie czy nie. Nie chce juz nigdy go znac nawet za cene zakonczenia eksploracji niefizycznych. Nie jest to post prowokacyjny i szczerze mowiac nie wiem nawet czy zalezy mi zeby te slowa do Was dotarly bo wiem ze jest to niemozliwe. Przezylem to i bylo to straszne i nic mi nie pomoglo, nawet moja POTEZNA wiara w milosc. Pomogla mi modlitwa, ta, w ktorą zwatpilem na tak wiele lat.
3majcie sie cieplo obenauci, zycze Wam zebyscie nigdy nie mieli okazji zajrzenia szatanowi prosto w oczy, zlo jest naprawde przerazajacym przeciwnikiem. obyscie mieli wiecej sil niz ja, by samodzielnie stawic mu czolo.
Kocham Was !
P.S.
Zeby ktos nie myslal, spotykalem na swojej drodze boty, male wredne przeszkadzajki ktorym latwo bylo skopac tylek. To nie byl bot, to byl ktos kogo inteligencja znacznie przewyzszala te ludzka. byl wyrafinowany i przerazajaco inteligentny. byl ZLEM.
|