|
Właśnie jestem po 4 + 1, niestety znowu nie udanym, albo udanym albo niepełnym...
Mianowicie, leżę sobie ze słuchawkami na uszach, czasem liczę czasem tylko spoglądam i czekam... Pojawia się charakterystyczne zagłębienie w siebie, potem lekki paraliż, zazwyczaj zaczynam tracić czucie stopniowo od stóp do ud, później od palców rąk do ramion, częściowy zanik czucia brzucha i gardło do tego stopnia, że odczuwam tylko migdałki i język, czyli smak śliny. Prawie zawsze występują już te charakterystyczne bezwarunkowe skurcze mięśni, pojawiają się wibrację ale raz tylko mi się zdarzyło, że wibrację się przeciągały... Zazwyczaj przechodzi kilka jakby fal, czasem zatrzęsie i na tym się kończy.
Czytając posty zauważyłem, że niektórzy wstają, oni wytaczają się z Ciała itd. Moja dzisiejsza akcja wytaczania skończyła się zaplątaniem się w kabel od słuchawek. Co mnie zaciekawiło czucie w rękach odzyskałem dopiero po kilku sekundach, wcześniej musiałem przyjąć w kilku miejscach ciała kilka kolejnych skurczów, takich jak te przedsenne (zapomniałem nazwy).
Tutaj moje pytania:
Skąd mam wyczuć w którym momencie powinienem wstać? Dzisiaj poczułem (chyba) i skończyłem na kablu :)
I drugie, ciągle się zastanawiam gdy mówicie o tych wizualizacjach np liny, czy mnie unoszącego się. Na jakiej zasadzie sobie to wizualizować? Przykładowo, że to ja astralnymi rękami pociągam za linę i starać się wczuć i tak samo z podnoszeniem czy bardziej subtelnie? Ufam, że jednak to pierwsze ale może coś robie nie tak?
|