Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

oobe.pl

 
Start Porady Roberta
Monroe
Porady Brucea
Moena
Porady Darka
Sugiera
Park Forum
Notatki
Arty
> ? Bardzo Dziwny Sen, Co on mógł oznaczać?
ja:)
post 13.02.2008 - 00:13
Post #1

Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
*******
Postów: 280
Dołączył: 06.12.2007
Skąd: katowice
Nr użytkownika: 2797




Śni mi sie, że siedzę w pojeździe i ścigam sie na innej planecie... to był gazowy olbrzym. Ścigałem sie w warstwie atmosfery gdzie było dużo tlenu i azotu oraz ziemskie ciśnienie. Tor "wisiał" w powietrzu. Wyglądał jak taka rynienka z której można wypaść. Pojazd sie unosił nad torem tak ze 30 cm był rakietowy i bardzo szybki. Tor sie rozpadał, co chwilke jakieś dziury... zbudowany ze stali kratowej. W niektórych dziurach były pola siłowe, ale ze starości tak słabe, że człowiek mógł na tym stanąć, ale jak docisnął nogę to spadał w "nieskończoność" - w stronę środka planety, gdzie ginął. Podczas wyścigu wysiadł mi układ sterujący i musiałem sie zatrzymać, żeby go naprawić. Zatrzymałem sie w miejscu, gdzie zlatywało sie kilka tuneli i był wylot na jedną z rynien. Tam zacząłem go naprawiać. Bardzo sie bałem, żeby nie wpaść w którąś z dziur,bo by było po mnie. Podczas naprawiania dołączyło się do mnie 3 innych ludzi, ale nie lecieli dalej. Myślałem, że zatrzymali sie bez powodu, a oni zaczęli sobie wspominać jak to rok temu na tym wyścigu przywieźli sobie tutaj kilkunastu ludzi i wrzucali w te dziury... Bardzo sie tym chełpili. Opowiadali mi to i sie cieszyli. Ja na nich patrzyłem z obrzydzeniem, ale troszke podchichotywałem wraz z nimi, żeby im nie palło coś i mnie tam nie wrzucili. Po naprawie ruszyliśmy w 4. Jeden z nich wypadł, a ja dotarłem do mety jako pierwszy. Następna część była pieszo, po bardzo małej rynience, która była tak zardzewiała, że zapadała sie pod naciskiem nogi... co jakiś czas były postawione nowe schodki na które sobie skakałem. Wolałem nie ryzykować stawania nogi na tych zardzewiałych. Cały czas rozpościerał sie widok na chmury w dolnych warstwach atmosfery i na chmury u góry wraz ze słońcem takim jak na Ziemi. Ta sama wielkość kolor i ciepło jakie dawało. Po dość długim takim skakaniu dotarłem do pomieszczenia, w którym była wielka dziura na środku, a dostać sie do drzwi z drugiej strony dało sie przeskakując po przyrządach do ćwiczeń (to była taka dziwna siłowania). Przechodziłem tak w koło po tych przyrządach. One wisiały w powietrzu, nic pod nimi nie było, siedzenia tylko do ścian przykręcone. Dotarłem do tych drzwi i był taki zamek na dole do pociągnięcia, żeby otworzyć. To były wielkie stalowe drzwi jak właz w filmach science-fiction do hangaru, z którego wylatywały statki w kosmos. Odchylały się do góry. Po ich otwarciu ku mojemu zaskoczeniu za nimi nic nie było. Jakbym zrobił krok to bym popełnił samobójstwo. Długo sie zastanawiałem jak sie wydostać z tej cholernej planety, aż tu nagle jakiś pojazd podleciał pod te drzwi i wyskoczył koleś wyglądający jak wiking. Tak ubrany itd. On mnie chciał zabić wrzucić w tą dziurę, ale mu sie to nie udało. Potem sie okazało, że trzeba było jeden ciężar wrzucić do tej dziury, aby sie dostać na dach tego pomieszczenia i stamtąd sie odlatywało, no, ale Merylowe Loczki, bo tak zacząłem przezywać wikinga po jego blond włosach spiętych w warkocze po dwóch stronach głowy. W czasie kiedy walczyłem z ogromnym wikingiem dotarli do tego pomieszczenia inni z wyścigów i okazało sie, że dobrze znali tego wikinga. Wiking ich przywitał, ja sie dalej próbowałem wydostać, ale niestety sen w tym momencie mi sie skończył... O co chodzi? Sam motyw podróży do drzwi za którymi nic nie ma:| dziwny sen...
Profile CardPM
+Quote Post
 
Start new topic
Odpowiedzi
Noobek
post 24.02.2008 - 00:12
Post #2

Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
*******
Postów: 465
Dołączył: 26.01.2007
Nr użytkownika: 454




Podepnę się do tematu. Wczoraj został założony temat o piosenkach związanych z systemem. Pomyślałem sobie, że jeżeli będę tego pragnął to przyśni mi sie sen, który mi rozjaśni co nieco na temat systemu. I co ciekawe: jak zwykle "nic mi się nie śni" tak tym razem sen zapamiętałem ze szczegółami. Powiedzcie, co o nim sądzicie.

Patrzyłem na wszystko z perspektywy 3-ciej osoby, ale jakoś utożsamiałem się z postacią Starego Wilka (tak go nazwałem po przebudzeniu).
Do wilczej rodziny przyszedł sługa wilczego króla. Zażądał od starego Wilka dwóch rzeczy: korony (nie wiem czemu Stary Wilk miał w domu aż dwie takie błyskotki, pomimo, że nigdy królem nie był) oraz pokłonu. SW wyjął obie korony, jedna była ładnie zamknięta w pudełku, a druga taka lekko podniszczona. Pozwiedzał, niech ten sługa koronę bierze, ale SW nikomu sie nie pokłoni. Nawet zapamiętałem takie zdanie: "Jestem anarchistą, rozumiesz? Nikomu nie będę się kłaniał!"
Cos tam jeszcze gadali, po czym SW powiedział: bierz koronę, ale tamtą (wskazał tą gorszą, bo się zdenerwował. Jednocześnie wiedziałem, że wypowiedzenie tego do sługi króla wymagało od niego odwagi)
Sługa zabrał koronę i odszedł.

Potem jest scena jakiś czas później (nie wiem, kilka dni, czy lat) Stary Wilk z żoną wraca do swojego legowiska i stwierdzają, że nie ma ich syna. Od razu było jasne, że król porwał go, by się zemścić za nieoddanie pokłonu. SW zaczął szukać syna - i znalazł. Leżał martwy obok martwego ciała króla. Odniosłem wrażenie jakby król zabił młodego, ale ten zdołał jeszcze przed śmiercią zadać królowi śmiertelna ranę.
I potem słyszę zdanie: Dlaczego zawsze, gdy ginie ktoś zły, musi umrzeć ktoś dobry?

Wim, że brzmi to trochę jak bajka dla dzieci, ale cóż... snów się nie wybiera. A sądzę, że ten ma jakieś głębsze znaczenie.

Ciekawe jest jeszcze to, że sen w żaden sposób się nie urwał - budzik zadzwonił idealnie, jak sen się skończył!

P.S. Podpiąłem się do tematu, by nie zakładać nowego.
Profile CardPM
+Quote Post



Go to the top of the page
Start new topic