Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

oobe.pl

 
Start Porady Roberta
Monroe
Porady Brucea
Moena
Porady Darka
Sugiera
Park Forum
Notatki
Arty
> Początek.., a gdy nastąpi koniec...
tabula
post 14.04.2008 - 19:19
Post #1


Guests








Zazwyczaj nie reaguję, lecz tylko obserwuję. Zazwyczaj nie działam, ale wyciągam wnioski. Takie są niepisane zasady. Żelazne zasady, które jednak w obliczu niedawnych zdarzeń zmuszony jestem naruszyć i zapoczątkować nieodwracalny proces, który sprowadzi na to forum oczyszczenie z brudu błędnej interpretacji i z zanieczyszczeń obłudnych teorii. Syf należy zwalczać, bo jedynie nieskazitelnie czysta droga, na której punktami orientacyjnymi są fakty i logika prowadzić może do prawdy obiektywnej.

Jako ludzie posiadacie inteligencję, kreatywny i logiczny umysł, potraficie wnioskować na podstawie faktów, potraficie stwarzać teorie i je potwierdzać lub negować poprzez analizę i doświadczenia czy eksperymenty. Potraficie być krytyczni, a krytycyzm jest potężnym narzędziem pozwalającym oddzielić obłudę od faktu, iluzję od rzeczywistości, pod warunkiem, że narzędzie to zostanie użyte z tymi właśnie intencjami.

Zdecydowałem się na ingerencję w tok wydarzeń jakie tu obserwujemy, gdyż Wasze forum jest jednym z jak narazie nielicznych źródeł informacji na temat tak ciekawych i niepoznanych do tej pory zjawisk jak LD czy OBE. Jest ono nie tylko źródłem wiedzy już istniejącej, ale także nieustannie ją rozszerza. Z punktu widzenia dążenia do prawdy i poznania niepoznanego, idea jaka przyświeca temu miejscu jest niezwykle słuszna i szlachetna.
Niestety sami chyba widzicie, że ostatnimi czasy, czy to świadomie czy też nie proces odkrywczy został zahamowany przez niektórych z Was, a szczególnie przez jedną wyjątkową jednostkę. Wyjątkową, gdyż pomimo iż zetknąłem się z wieloma podobnymi przypadkami, to jednak nigdy wcześniej nie widziałem indywiduum o tak rozrośniętym ego, aby było ono w stanie skutecznie blokować inteligencję, krytycyzm, czy proces logicznej analizy, oraz wykorzystywać i rozwijać zdolność kreowania do własnych nieuświadomionych celów. Celem indywiduum stała się metamorfoza w Boga. Cel ten tak zawładnął jednostką, że wszystko inne zostało mu podporządkowane i w miarę potrzeb zniekształcone. Zniekształcone na poziomie nieświadomym zostały definicje takich pojęć jak prawda, wiedza, ezoteryka, a wszystko to zostało dokonane, aby jednostka mogła stać się nieomylna i wszechwiedząca. Aby mogła stać się Bogiem.

Indywiduum wpadło w pułapkę, w błędne koło, nie tylko hamujące pęd społeczności ku prawdzie, ale także niszczące punkty orientacyjne i drogowskazy na drodze do prawdy. Zaczęło negować osiągnięcia innych ludzi, które stanęły na wyznaczonej przez nie drodze. Nieświadomie niszczy ono pierwotny, głęboko zakorzeniony cel jakim jest poznanie...

Wiedza to cel a zarazem kolejne wspaniałe narzędzie w drodze do celu. Zostało ono Wam dane razem z tym co nazwaliście ezoteryką. Różnica między tymi pojęciami jest naprawdę niewielka. Wiedza stanowi zbiór informacji powiązanych ze sobą logicznie i mogących tworzyć wspólną całość na dowolnej płaszczyźnie, jeśli tylko informacji tych będzie wystarczająco dużo. Ezoterykę również tworzą informacje. Ezoteryka to także pewnego rodzaju wiedza, z tym, że nie jest ona całkowicie powiązana z podstawami, właściwie po prostu brakuje pewnych informacji, które pozwoliłyby scalić podstawy i to o czym ezoteryka traktuje . Ezoteryka to również narzędzie pozwalające dochodzić do prawdy. Takie było pierwotne znaczenie oraz cel ezoteryki, niestety poprzez działania niektórych jednostek, takie jak nadużywanie tego pojęcia czy określanie nim fantastyki i wytworów wyobraźni jej znaczenie coraz częściej rozumiane jest opacznie.

Indywiduum zapragnęło najpierw wykorzystać wiedzę aby stać się Bogiem. Zaczęło snuć błędne teorie, często wręcz paradoksalne. Uderzający dyletantyzm, a często i prostactwo musiało spotkać się w końcu z oporem społecznym. Megaloman mógł to zignorować, lecz zapragnął być wszechwiedzący, genialny i nieomylny w oczach nie tylko swoich, ale i też innych ludzi. Gdy zrozumiał, że wykorzystując swoją wiedzę nie tylko nie osiągnie celu, ale i pokaże jak niskim zasobem informacji dysponuje, postanowił zmienić taktykę. Starał się wykorzystać ezoterykę do ukazania swej boskości. Niestety znał jej zniekształconą definicję. Znów snuł błędne teorie, coraz bardziej chore, infantylne, prostackie teorie i przedstawiał je jako prawdę obiektywną. I znów też podniósł się sprzeciw społeczny. Kolejną próbą udowodnienia swojej boskości przez samozwańca było połączenie w swoich teoriach elementów zaczerpniętych z wiedzy naukowej, z ezoteryki, oraz z wypaczonej "wiedzy" ezoterycznej. I tutaj efekty nie były zadowalające. Znów zaczęły bić w oczy i kłuć w uszy dyletantyzm, megalomania, infantylność, prostactwo.

Ludzie w pewnym momencie zaczęli rozumieć, że takiej jednostki nie można dłużej ignorować. Stanowi ona zagrożenie. Wypacza prawdę, wypacza pojęcie ezoteryki, jej sens i znaczenie, przez co oddala społeczność od pierwotnego celu. Na początku pojawiały się coraz to liczniejsze i głośniejsze prośby o to, aby indywiduum zastanowiło się, nad sensem swojego postępowania. Ale infantylny prostak nie chciał dyskusji na argumenty. Widział w tych prośbach zagrożenie swej boskości. Na etapie, na którym się znalazł, wszelkie interakcje z innymi ludźmi postrzegał przez pryzmat swojego sacrum. On już wierzył w swój geniusz i nieomylność, a także w to, że może stać się wszechwiedzący. Zaczął odpierać to co subiektywnie zinterpretował jako ataki. Wpadł w kolejne błędne koło. Teraz oprócz infantylności, dyletantyzmu, megalomani, prostactwa i wariactwa zaczął przejawiać chamstwo i bucowatość. Nie kontrolował już się w żaden sposób - kontrolowało go nienaturalnie rozrośnięte ego dążące do doskonałości.
Ludzie zrozumieli, jak wielkim zagrożeniem dla prawdy, wiedzy, oraz prawdziwej wiedzy ezoterycznej stał się ów wariat. Zaczęli używać coraz to większej ilości argumentów i form nacisku, aby zmienił on swoje postępowanie. Jednak do niego to nie trafiało. Ciągle widział tylko ataki na swoją boskość. Żadna polemika z jego teoriami nie miała dla niego sensu. Jaki przecież sens może mieć polemika z prawdą objawioną? ...

Podejrzewam że doskonale zdajecie sobie sprawę, jakie szkody ten delikwent zdążył już wyrządzić. Jak ucierpiało przez niego pojęcie ezoteryki i wszystko co się z nią wiążę. Jak została ona ośmieszona. Jak pośrednio straciło na wiarygodności zjawisko OBE czy LD. Jak wiele prestiżu, który mógł być wykorzystany do promowania Waszych szlachetnych celów straciło przez niego to forum. Jak zostało ośmieszone. W zaistniałej sytuacji apeluję aby przerwać te działania ze strony indywiduum, używając do tego wszelkich możliwych środków. Są granice, które zostały przekroczone. Tolerancja dla idei, czy każdej teorii jest niezwykle istotna, lecz sposób w jaki są przedstawiane teorie samozwańca sprawia, że wyrządzana jest wielka krzywda temu forum, tej społeczności i ideą jakie temu forum przyświecają.

Podejmijcie odpowiednie kroki!
+Quote Post
 
Start new topic
Odpowiedzi
6umerang
post 15.04.2008 - 00:43
Post #2

Dziadek do ożehuf
Grupa: Podróżnicy
*******
Postów: 1057
Dołączył: 19.03.2008
Nr użytkownika: 3906




Muszę jeszcze przed snem wyrzucić z siebie w ramach kontry:)

"Pan Tadeusz" J. Słowacki - Fragment oczywiście...

[I]
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Sam pan Tadeusz został w armii adiutantem,
Regent - pisarzem, Sędzia - zboża liwerantem,
Hrabia dowodzi nowych ułanów szwadronem;
Wszystko się pociągnęło za Napoleonem,
Poszło w marsz... W domu smętne wzdychają małżonki -
Pani Tadeuszowa odmawia koronki,
Nowenny; Telimena klnie domową ciszę,
Smętek mgieł - patrzy w okna, wzdycha, listy pisze
Albo z książką francuską idzie w szary kątek
Pod piec - i tonie w smętnych bałwanach pamiątek.
Wojski także - niezdolny do rycerskich czynów -
Został, dogląda w domu kobiet... i kominów.

Tymczasem nadchodziła ta okropna zima -
Twarda, groźna, iskrząca się komet oczyma,
Którą w Litwie przeczuwał wcześnie naród cały;
Niebo bladło, szron iskrzył, gwiazdy czerwieniały,
Miesięczne tęcze całe stawały w kolorach,
Mroźne kameleony przy chatach, oborach.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

[II]
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Wielkimi gromadami - przez [bramę] do sieni
Wchodzą strzynadle złote i gile w czerwieni,
A nawet ów dziw lasu, tak rzadko widziany
Halcyjon, a na Litwie zimorodkiem zwany,
Który czasem strzelcowi pokaże się w borach
Przez mgłę gałązek, niby w anioła kolorach,
Nad zwierciadłem przełomki, piękny i błyszczący
Jak anioł, w równi złote skrzydła trzymający -
Nawet ów ptak pięknością zaklęty i dziki
Zbłąkał się i nad domu zleciał gołębniki,
A potem nad sadzawki w ogrodzie kopane,
Gdzie leszcze, karpie, pstrągi pięknie malowane
Wojski kazał powpuszczać, ów ptak z jasnym grzbietem
Poleciał i bił w ryby dzióbem jak sztyletem.
Słowem, wszystko, jak gdyby szukało uchrony
U człowieka, ciągnęło z lasów... Smętne wrony
Zaludniły podwórze, obozem się mieszczą
W topolach, gdzie pod wieczór zwichrzają się, wrzeszczą
I pod zorze gną czarną drzew obdartych głowę;
Wojski mówi, że wiodą swe sprawy sejmowe.

Tak ptactwem gadająca, choć mgłami ponura,
Stała się ta litewska przemienna natura,
Zawsze żywa i z duchem ludzi zawsze zgodna,
Dobra, niemartwa, chociaż skościała i chłodna,
Właśnie jak Litwin, który śród świętych przymierzy
Skupił się w sobie, stężał, niby trupem leży,
A jednak pełny życia i wielkiej pamięci:
Gdy mu wróg wbiegnie, on go niby wąż okręci
Od nóg po pierś, pierścienie [swoich] wieńców skróci,
Rozwinie się - i trupa z objęcia wyrzuci.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

[III]

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Ów to dwór Soplicowo, gdzie historia nasza
Odbyła się, pod tchnieniem boga Boreasza
Inne wdział szaty, twarzy zupełnie odmienił -
Ów las topoli już się więcej nie zielenił,
Dziedziniec, gdzie bławatki, cykorie i maki
Barwiły się jak szalów indyjańskich szlaki,
Teraz biały, wczorajszą zasuty zawieją,
A na nim ścieżki świeżo deptane czernieją
Od folwarków do dworu, do stodół do gumien;
Wszystko smętne... a domy stoją na kształt trumien
Na podwalinach.

Wszystko zamarło do czasu.
Z daleka ciemna wstęga sosnowego lasu
Ściemniała, widać przez las błękit bitej drogi,
Wiatr przez nię leci, sosny jak litewskie bogi
Chwieją się, jodły siedzą śniegiem przywalone,
Gdzieniegdzie drzewko ścięte jak cegły czerwone
Poukładane w stosy, inne do trójnogów
Podobne... jak ołtarze dawnych Litwy bogów.
Czerwienią się po lesie osmętnione mgłami
I sosen tak nakryte liściem - jak chmurami.

O zimo! twoję piękność smętną, uciszenie
Lasów i rzadkie słońca złotego promienie
Czuję dziś na kształt czaru i na kształt uroku,
Bom w życiu przyszedł na tę smętną porę roku,
Która wszystko ucisza i pod śniegiem chłonie;
Z miłością bym więc ciche zamieszkał ustronie,
W okrąg którego puszcza czerni się bezbrzeżna,
A nad nią we mgłach błyszczy Matka Boska Śnieżna.

W Soplicowie, choć już się zbliżały zapusty,
Zjazdu nie było - dom był cichy, prawie pusty.
Wczora właśnie francuskie oficerstwo starsze,
Które wtenczas przez marsze i przez kontramarsze
Włóczyło się po Litwie z armią dowozową,
Opuściło gościnne zawsze Soplicowo,
Zostawiwszy w nim różne pamiątki przejazdu
Jak[o] kukułka w cudzym, gdzie mięszkała, gniazdu...
Nie wszystkie dobre. Było cośkolwiek grabieży
I rabunku na wiosce, kilku coś żołnierzy
Z flint... do litewskich chłopów trzasło jak do blanków,
Nie mogąc się rozmówić z ludem mową Franków;
Pan Ekonom ze łzami skargę o to czynił,
Sędzia się zrazu sierdził, potem zaś obwinił
Wojnę, wojnie przypisał zło i zwierzęcoście
Ludzkie, nawet francuskie poturbował goście
Skargą i prośbą... ale cóż, gdy starca treny
Przejść musiały przez usta pani Telimeny,
Która Sędziego widząc po polsku i z płaczem
Mówiącego... stanęła mu zaraz tłumaczem,
Na taki język skargę oną przełożywszy,
Że się Francuz, słuchając, uczuł najszczęśliwszy...
"Vos larmes - rzekł - et vos beaux yeux..." i tak komplementa
Sypał... że najwierniejsza małżonka regenta...
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

[IV]

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Noc była wietrzna, śnieżna, a wichry śpiewały
W kominach swoje zwykłe płaczące chorały.
Kobiety przy dwóch świecach w bawialnym pokoju
Siedziały przy robótce, w zaniedbanym stroju,
Same jedne - wizyt się w domu swoim żadnych
Nie spodziewając dla mgieł i czasów szkaradnych,
Gdy nagle przed oknami - jak świst, grzechot węży,
Zaszumiał przeraźliwie straszny brzęk uprzęży,
Straszny dla domu łoskot, z którym zwykle jadą
Sanie ogromne, liczne - tak zwaną szlichtadą,
Z napaścią, która domy półsenne odurza
Jak napaść zbójców... Taka przyleciała burza
Na dziedziniec. Zlękła się Telimena mocno,
Spojrzawszy na szlafroczek i na odzież nocną,
Spojrzała przez okiennic szpary, a śnieg złoty -
Pełno kagańców; bieży, zrywa papiloty,
W oczach widać, że straszne zobaczyła mary,
Lecz niebrzydkie... Krzyknęła do Zosi: "Huzary!"
I uciekła.

Tymczasem wchodzi do pokoju
Człowiek niewielki wzrostem, w podróżnego stroju;
Sądziłbyś, że cywilny - gdyby nie miał szpady
Pod pachą - dosyć piękny na twarzy i blady
Mimo zimna. Twarz była jak marmur niezmienna,
Owszem, rzekłbyś, że bielsza od mrozu, promienna,
Jak miesiąc złota... Oddał lekki ukłon Zosi,
Ona się zlękła, oczy spuszcza, nie podnosi,
Nie śmie... stoi jak posąg, a w sobie rozważa,
Czy ma uciec, czy zostać - poznała cesarza
Napoleona...
Profile CardPM
+Quote Post



Go to the top of the page
Start new topic