|
Raz się przefazowalem siedząc przy stole ze znajomymi. Uparłem się i siedziałem na krześle nadal.Fazowało mnie chaotycznie raz w eteryk, to znowu w astral albo i w metal. Siedziałem bez ruchu i starałem sie przyglądać .Chciałem sprawdzić w jakiej dymensji jak kto i co wygląda.W eteryku ludzie chodzili po pomieszczeniu ,w astralu było już dynamicznie. Znikali choć siedzieli przy stole fizycznym ciałem. Jedna zamyślona osoba nie istniała w warstwie astralnej .Gdzieś zwiała tym ciałem . Jej ciało fizyczne ,było dla mnie ledwie widoczne . Wyglądało wręcz jak szara mgiełka. Gdybym nie przyglądał się w temu samemu miejscu to nie domyśliłbym się, ze to jest widzenie ciała fizycznego oczami astralnymi. Wyglądało to trochę upiornie i ćwiczenia takie zalecam tylko twardzielom. Jeśli ktoś chce dowodów niefizycznych światów to powinienem zrobić sobie oobe bez oobe ,- miedzy ludźmi , siedzieć na pupie i się im przyglądać. Zapoznać z fazowaniem przy otwartych fizycznych oczach. Trochę to trudne, gdyż zmienność percepcji powali byka a interpretator szaleje jak obdzierany ze skory. Obserwując co znika ,można się dopatrzyć znaczenia światów niefizycznych i ich hierarchie. Obserwuje to zjawisko od lat ale jeszcze nie potrafię definitywnie rozpoznać w jaka dymensje mnie rzuca. Zmieniające się postrzeganie serwuje mi od ostrych eterycznych obrazów w zmieniające się rozciągliwe astralne formy do rożnych świecących się walców. Człowiek w jednej z dymensji może nawet wyglądać jak świecąca się rura albo rozlany żółty placek , choć jest zawsze tym samym człowiekiem. Kto szuka dowodów powinien ćwiczyć niefizyczne postrzeganie tz. wpadanie w trans bez opuszczania ciała fizycznego.Robi się wszystko co w oobe,- plus wymiana intencji latania na postrzeganie. Gdy staram sie pozostać w ciele fizycznym to i tak wysuwa mnie samo z ciała o pól metra i siedzę sobie nadal tylko nie wiem już skąd biorę to drugie krzesło :))) Jeśli nie wyłączę bieżących myśli to przesuwa mnie w astral i spotykam ludzi z którymi ostatnio rozmawiałem. Jakieś nie dokończone rozmowy zaciągają mnie do nich. Nawet jak bym się starał to i tak mnie wtedy do nich przeniesie. Jedynym ratunkiem by nie ulegać iluzji jest stan atmy- iskra swiadomosci. Zamieram wtedy w bezruch i postrzegam rozgrywająca się akcje we wszystkich dymensjach jednocześnie ,-tyle ze wtedy ego szlag trafia ,bo ciałka staja się niezależnym przedłożeniem duchowego ramienia.
|