|
Mogę o tym napisać, że mam, bo chyba tego już nigdy nie wykorzystam, tak że wasza ewentualna zazdrość może sobie to zabrać (bez uraz proszę - takie jest moje pojmowanie rzeczywistości, szanuję wasze) To coś jak proroczy sen, zdarza się tak rzadko, że prawie nie ma tego. Mogę np. znaleźć się w sytuacji, w której będę za 3 lata, 1 rok, 2 miesiące, lub inny przejaw tej zdolności:
Kiedy myślałem, że wypełniła się już moja główna "karma" w tym wcieleniu, pewnego ranka przed obudzeniem usłyszałem nazwisko - bodajże Helena Kowalewska. Tego samego dnia w lokalnych wiadomościach wieczornych oglądając je bez osób trzecich mówili o tej pani. Była bardzo dobrą lekarką, zajmowała się leczeniem nowotworów, jej wypowiedzi były dojrzałe i robiły wrażenie człowieka wartościowego i oddanego służbie innym. Leczyła nowotwory. Szukałem, szukałem i szukałem - od Newtona dowiedziałem się że ta poranna informacja przyczyniła się do tego, że dowiedziałem się, że jeżeli będę dalej się użalał, to żal, smutek doprowadzi do raka - to smutne ale prawdziwe, eurforia z przekonania, że to co najtrudniejsze już za mną nie była właściwa. Potwierdzało to również zgłębiane przeze mnie wtedy Qi Gong. Tak więc zamiast umrzeć na raka wywołanego smutkiem, wciąż żyję... godzę się z trudnościami, jakie muszę znosić i raduję wieloma rzeczami, rzadziej dostrzeganymi dawniej.
Wniosek:
Mam zdolność odbierania komunikatów od niefizycznych, ale to od nich zależy czy mi je prześlą, ja staram się być spokojny, zawieszony w kontenplacji, niezmącony niczym. Kiedy tę zdolność odkrywałem - to ważne - nie całkiem świadomie bardzo PRAGNĄŁEM wiedzieć co będzie z taką a taką sprawą za jakiś czas - to był klucz. Niejaki KoSSner nazwałby tą zdolność prymitywną kosmiczną TELEPATIĄ. A tak w ogóle to jestem całkiem normalny, no może mało mówię, ale uśmiechać się uśmiecham. Po prostu chcę kiedyś złączyć się z tą tzw. OBECNOśCIą w rozumieniu.
|