|
podoba mi się koniec Twojego pierwszego posta w tym temacie Blastard :] chciałbym "sprostować" parę poglądów na temat zła i dobra... to sprostowanie będzie oczywiście jedynie moim poglądem, ale myślę że warto się nim z kimś podzielić... może się komuś to przyda? do rzeczy... na świecie nie ma zła, jest tylko dobro, a zło jest po prostu brakiem dobra... zanim się jednak zacznie rozważać nad równowagą dobra i zła, należy się najpierw zastanowić nad ich istotą... wg. mnie mocno się mylisz Blastard, że zło jest potrzebne... wyobraź sobie, że jesteś Bogiem... tak, wyobraź tak sobie... jesteś jedynym istnieniem we wszechświecie... oprócz ciebie nie ma nic... nicość, pustka... zło... bo zło to nic innego jak pustka, nic... i ty postanawiasz w sobie stworzyć życie, bo jako że jesteś jedyną istotą żyjącą, jesteś samym życiem, inteligencją, mądrością i nic takiego poza tobą w tej pustce istnieć nie może... tworzysz więc wszystko w sobie... każdemu bytowi przez ciebie stworzonemu dajesz cząstkę siebie i... wolną wolę... dzięki temu każda osoba może być zarazem jednością i zarazem odrębną jednostką - może decydować, postrzegać, uczyć się za siebie... bo co by było gdybyśmy wszystko od razu wiedzieli? widać ciekawiej było abyśmy sami się tego wszystkiego nauczyli, w drodze wiecznego życia a także reinkarnacji na ziemi... albo sami też tak po prostu zdecydowaliśmy... nasze "wyższe my" tak zdecydowały... nie, to MY tak zdecydowaliśmy, ONI to MY, MY to ONI!... my to Oni korzystający z ograniczonej ilości swoich funkcji, swoich możliwości... a po co tak? podejrzewam, że to oni-tzn my :p - w ten sposób się uczą, naśladują Boga... tak jak On stworzył nas w sobie, jesteśmy Jego częścią, tak ta część która stąpa teraz po ziemi, pisze na tym forum itp. jest częścią nas/"naszych wyższych ja"(jak to niektórzy nazywają)... dlatego tu się uczymy, douczamy... uczymy sami spierać się z nicością... jesteśmy Jego dziećmi, jesteśmy w Nim! mamy umiejętność kochania, mamy umiejętność kreacji! dlatego uczymy się wypełniać pustkę, uczymy się wstawiać na jej miejsce niezwykłe rzeczy, jakie tworzy się za pomocą dobra, miłości... tak zrobił Bóg ze światem i tak uczy nas :) ... ale nam nie zawsze to wychodzi, niektórzy swój wielki dar wykorzystują do niszczenia zamiast do tworzenia... "zgoda buduje, niezgoda rujnuje" :D... no! ... zło nie jest potrzebne do istnienia dobra... zło to nie dobro... owszem, doświadczając zła, uodparniamy się na nie, poznajemy je na tyle, aby wiedzieć jak jego pustkę wypełniać istnieniem :] mylne jest pojęcie, że w niebie będzie się hasać po łąkach, kąpać w jeziorkach itp... jeżeli ktoś tak lubi to owszem, ale to nie jest reguła! jeżeli lubisz wyścigi to w niebie będziesz mógł się ścigać 100 i więcej razy szybciej :> :D jeżeli lubisz paintballa, możesz i grać tam paintballa z tymże nikomu nie robiąc krzywdy :] ... zło to nie ciekawe, brawurowe rzeczy, a dobro to nie różowe i mdłe rzeczy... dobro to wszystko co genialne, wzniosłe, niezwykłe, co przykuwa uwagę, co zapiera dech w piersiach, co napawa satysfakcją i szczęściem! ... zło natomiast to totalna klęska, dno, brak jakiejkolwiek konstrukcji, zepsucie, które nikomu nie jest potrzebne... dobro i zło to jak delicje i wymiociny :p... nie mylcie jednak dobra z uciechami... że niby w raju to robimy co chcemy i wszystko mamy? tak naprawdę takie myślenie niczym nie odbiega od tego, co mamy na ziemi... niebo to tak naprawdę taki zajebisty stan umysłu, że nie mam słów aby go opisać! i nie jest wcale zależne od tego, czy hasamy po łąkach, czy żyjemy w ściekach... niebo jest w nas, w naszym umyśle... szukając nieba ludzie szukają miejsca... źle... szukając nieba niech szukają stanu - stanu umysłu... nie chodzi mi o narkotyki, o nie nie!!!! to gówno rujnuje i nic więcej! chodzi mi o stan umysłu jaki przygotował dla nas Bóg... stan umysłu o jakim uczył Jezus, a co widocznie nie do końca zostało dobrze zrozumiane... bo odnoszę wrażenie, że to zostało zrozumiane tak: "czyńcie dobrze, a wasze uczynki kiedyś będą podsumowane i wejdziecie do nieba... a teraz się męczcie"... to nie tak :P ... powinno być raczej, że mamy czynić dobrze i nie chodzi bynajmniej o same dobre uczynki... owszem one są skutkiem, ale żeby osiągnąć właściwy skutek, trzeba sięgnąć po przyczynę... człowiek uczy się na błędach... i trzeba uczyć się nie popełniać zła wielokrotnie... pal licho jeśli nam się zdarzy daną rzecz zrobić źle... w danej sytuacji postąpić źle... najważniejsze abyśmy wyciągali wnioski i dążyli do samodoskonalenia, do nie popełniania tych samych błędów wiele razy... wtedy niebo się samo otworzy i będzie wszędzie, bo to stan umysłu... a nie miejsce, do którego trafimy po ciężkiej harówie na ziemi, to nie tak... przyczyna ---> skutek... w każdym momencie każdy nasz czyn przyczynia się do czegoś... musimy się uczyć aby skutki naszych działań były jak najlepsze... Jezus uczył, że "królestwo niebieskie" jest blisko, bo jest - w zasięgu ręki!... a słowa "w Bogu żyjecie, istniejecie, poruszacie się w Nim" też pamiętacie?... a jak Jezus uczył, że On przyszedł nam dać "wodę życia", hm? chodziło o wiedzę, o energię, o miłość, o to, co daje nam szczęście - prawdziwe szczęście, takie przygotowane przez Boga... a nie takie co sami je próbujemy sztucznie na różne sposoby wytworzyć wymyślając różne rozrywki, a w rzeczywistości tworzymy jedynie marne suplementy prawdziwego danego nam przez Boga szczęścia... wystarczy tylko chcieć i podążyć tą właściwą ścieżką... i co do tych suplementów- wyobrażenia na temat nieba, w którym mamy kupę rozrywki to właśnie takie marne suplementy tego, jak wygląda prawdziwe niebo... mając takie wyobrażenie nieba, będziemy je mieli takie tuż po śmierci cielesnej... nie chodzi o czekanie na niebo, chodzi o sprowadzenie nieba tu... czyniąc dobrze, nosisz kawałek nieba w sobie i wszędzie gdzie się ruszysz, to niebo idzie za tobą i rozprzestrzenia się na innych... ... innymi słowy dobro to najlepsze rzeczy jakie możesz sobie wyobrazić i wszystkie te, na które nie starcza Ci wyobraźni :P :D :) ;]
|