|
Poszlam rano do lasu, taki kaprys, a raczej "nie możność" zaśnięcia. Lazilam bez celu kiedy doszlo do mnie, że w ogóle nie jestem obecna, nie ma mnie tu i teraz, blądzę gdzieś myślami nie doceniając chwili, która wlaśnie ma miejsce, jak grom z jasnego nieba, jak nagle olśnienie, trach, znowu lzy cisną się do oczu, znowu to uczucie jedności, spójności, ze wszystkim co mnie otacza. I ten delikatny wiatr...milo bylo go poczuć na policzkach, we wlosach.Sekunda po sekundzie. Pierwszy raz cieszylam się każdym krokiem.... i tak sobie pomyślalam, że życie jest piękne, że to zaszczyt być tu i teraz, że jest w tym jakiś cel, że żyję dla tego, żeby odczuwać, coraz bardziej i coraz częściej...tą spójność, tą jedność... I zaczęlam zastanawiać się nad ludźmi, których spotykam co dzień, z którymi jestem, żyję. Chcialabym aby poczuli to samo, niestety większość z nich nawet nie dopuszcza do siebie myśli, że można kochać świat... i ludzi. Niestety :) Taka moja refleksja.....
|