|
Prosta metoda - godzina 00.30. W pokoju ciemno jak w d**ie u murzyna. Kładę się w pozycji półleżącej z delikatnym podparciem pleców miękką poduszeczką bo wersalka dosyć twarda. Zamykam oczęta. Biorę kilka głębszych (wdechów). Trwam w ciszy z 10-15 min, czekam, nie oczekuję niczego. Relaksuję się dalej - wyobrażam sobie poszczególne części mojego ciała począwszy od nóg, skończywszy na głowie mówiąc do każdej z osobna - śpisz, odpuść. Osiągam już stan dość głębokiego relaksu. Czuję ciepło, zwłaszcza w nogach. Nagle czuję, że coraz mniej odczuwam ciało. Wtedy też zaczynam mentalnie wypowiadać afirmacje, że jestem zdrowy mentalnie i fizycznie, system energetyczny mojego ciała jest zbalansowany. Wtedy nagle do głowy wpadła mi myśl o afirmacji: niech zatrzyma mi się oddech i przestanie bić serce. Wtedy prawie całkiem nie czułem ciała. Po tej czarnej afirmacji nagle się przestraszyłem, że rzeczywiście coś złego się może stać i zacząłem szybko oddychać z nerwów, szybszy oddech zresztą pomaga też wyjść z paraliżu. Całkiem się rozbudziłem, choć jeszcze byłem lekko "nie dzisiejszy", słabo widziałem, wszystko było rozmazane. Potem postanowiłem już położyć się spać.
|