|
Przede wszystkim jeśli rozmawiamy o używkach to trzeba je podzielić na naturalne i chemiczne. Niestety często wrzuca się wszystko do jednego wora i wychodzi gówno.
Marihuana naturalna to nie to samo co marihuana chemiczna. To tak jak porównać pomidory z działki bez chemii do tych z Hiszpanii, które rosną w kilka dni na samej chemii bez ziemi. Różnica zdrowotna wyraźna.
Jeżeli chodzi o mnie to kilka razy zjadłem grzyby z naszych gór bo tam rosną najmocniejsze. Ostatnie mój poczęstunek to równo 100 grzybków na Raduni. To mała górka blisko Wrocławia w masywie Ślęży. Magiczne miejsce, magiczne grzybki i komfort psychiczny, który jest tutaj decydujący. Złe miejsce, zła faza. Dobre miejsce to dobra faza. Proste jak rogalik. Oczywiście decydujący jest też stan naszej świadomości. Niestety dużo ludzi tego nie kuma i je grzyby w mieście lub byle gdzie. Błąd. Raz tak zjadłem sporą ilość na festiwalu gotyckim w Bolkowie. To dłuższa historia, ale opowiem. Wiadomo Goci to czarne ubiory, około 2 tysięcy czarnych ludzi. Pojechałem z kumplem. On wziął szaty, bo kiedyś był ministrantem i ktoś mu je załatwił. Jedna szata była zielona a druga biała. Mi przypadła ta biała. Jedliśmy grzybki nie licząc ich. Kiedy poczułem, że zaczynają trykać ruszyłem z miejsca i się zaczęło. Błąkałem się po Bolkowie a faza narastała. Cała masy czarnych ludzi schizowała mnie na maksa. Napięcie narastało. Nagle spotkałem innego kumpla i powiedziałem mu: zabierz mnie do namiotu. Wiedziałem, że tam poczuję się lepiej. Szliśmy tak jakiś czas a napięcie psychiczne w mojej głowie sprawiało, że traciłem zmysły. Kiedy byliśmy już blisko domu, namiotów stało się coś czego (wtedy) ja i mój kumpel nie rozumieliśmy. Kumpel był trzeźwy, nie pił, nie palił, nie jadł grzybów. Szliśmy ulicą a z jednej strony była skarpa 2-3 metrowej wysokości. Kiedy napięcie było tak wielkie, że nie mogłem wytrzymać stało się coś takiego, że pomyślałem, że chcę być na tej skarpie, ale bez tej białej szaty. Ona mnie przygniatała psychicznie. Kumpel nie wiedział jak to się stało, ale nagle stałem na tej skarpie a szata leżała obok. Nie pamiętam, abym ją zdjął, nie pamiętam abym wskakiwał na skarpę i kumpel tego też nie wiedział. Moja myśl stała się rzeczywistością. Uczucie ciężkości tej szaty i dyskomfortu psychicznego pamiętam do dziś. Kiedy "zrzuciłem" tą szatę poczułem się jak nowo narodzony.
Jeżeli chodzi o te 100 grzybków na Raduni to było to zupełnie świadome doświadczenie. Wiedziałem ile grzybków zjem i przede wszystkim gdzie. Od Wrocławia do Raduni jest 40km. Wsiadłem na swój 60 letni rower i w drogę. Dojechałem, przypiąłem rower i ruszyłem odwiedzając najpierw źródło Św. Anny z wodą. Pyszna woda:) Później zjadłem te 100 grzybków i po około 1,5h dotarłem na szczyt tej górki a tam 100% euforia i zadowolenie. Około 5h pięknej fazy, liczne halucynacje, powroty do przeszłych wcieleń. Na Raduni Słowianie czcili Księżyc. Na Ślęży słońce. Czułem, że już kiedyś tu byłem i uczestniczyłem w różnych rytuałach. To było bardzo realne doświadczenie. Stąd być może moje zamiłowanie do tego miejsca, zamiłowanie do Matki natury i zamiłowanie do kalendarza słowiańskiego.
Grzyby to święte rośliny. Istnieją grzyby najwyższego rozumu itd.
Zjadłem też dwa razy nasiona bielunia. Bieluń to święta roślina Indian. Raczej w najbliższych latach nie będę eksperymentował z tymi nasionami. Przerażająco silne doznania. Nie jesteśmy tu tylko tam. Gdzie? Szamani pewnie wiedzą najlepiej. Z grzybami jest podobnie, ale łatwiej je kontrolować. Bieluń jest nieprzewidywalny. Spojrzałem w lustro na takiej fazie i myślałem, że nie wrócę...
Pozdrawiam Zielarz Gajowy
|