Od dziecka mam OOBE zawsze były to wyjścia nie kontrolowane, czasem zdarzało się to po kilka razy w nocy lub kilka nocy pod rząd.W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych nie było nic na ten temat a taki stan kiedy odczuwało się przy tym przygniatanie jakieś dżwięki, szumy czy wibracje mówiło się że tego kogoś nawiedza
zmora nocna. Dla mnie było to straszne tym bardziej że przy wyjściach natrafiałem bardzo często na różne wredne postacie z którymi walczyłem (na pięści) bo tam innej broni nie było - nawet kija i za każdym razem kiedy wracałem z bitwy byłem rozdygotany i przerażony,ale nigdy te istoty nie zrobiły mi krzywdy nie walczyły tylko napędzały mi stracha (Takie właśnie przygody fundowała mi moja podświadomość w której zakodowane były opowieści starych ludzi o złych duchach które szukają ofiar w śród śpiących, o nocnych zmorach które wypijają krew, plączą włosy ludziom i zwierzętom.Dopiero w latach dziewięćdziesiątych zacząłem trafiać na różne artykuły o wychodzeniu z ciała były też opisy jak to zrobić. Ja nie miałem chęci w to się bawić, dobrze pamiętałem swoje perypetie w zaświatach. Dopiero w 09r. przeczytałem książki R.Monroe i wtedy nabrałem chęci do nauczenia się kontrolowania moich wyjść, i po pierwszym które już kontrolowałem spodobało mi się to. Zacząłem afirmować że nic mi tam nie grozi i że nie ma tam żadnych wrednych, nie miałem już żadnej takiej przygody. Doszedłem do wniosku że to co tam spotkamy zależy od nas samych,od nastawienia naszej świadomości czy też podświadomości gdzie mamy zapisane całe nasze życie. Nie myśl nawet że Cię coś złego tam spotka czy uwięzi, strachu całkiem chyba nie da się pozbyć bo towarzyszył człowiekowi od zarania czasów i jest w naszej naturze i towarzyszy też kiedy odkrywamy coś nowego. A my OOBEnauci jesteśmy jak wikingowie na długich łodziach. Śmiało startuj i powodzenia w odkrywaniu innych światów.:)