|
Czesc,
przejrzalem dzis zamkniety juz watek "stracilismy prezydenta". Wypowiedzi tam zamieszczone przypomnialy mi mysl ktora czasem mnie niepokoki: czy moje zainteresowania astralem, nie odwodzą mnie aby przypadkiem od celu jaki mam tu, na lez padole do zrealizowania? Czy nie popadam aby w duchowy materializm, probując skonsumować podroze astralne tak, jak pozera sie film 3d w kinie albo program "nie do wiary". Zaraz zaraz, mysle sobie, jesli podroze w niefizyczne obszary zbliza mnie do celu mojego istnienia, to po co w ogole się rodzic. Bez ciała pewnie mozna dłużej i dalej, nie trzeba wstawac o 4 rano, nie trzeba do roboty na 8h. Czy w takim razie OBE w ogole rozwija? Z pewnoscia tak, wiedzac z autopsji ze jest "druga strona", zyskuje sporo pewnosci siebie i wiary w sens, ale czy cos wiecej? No moze jeszcze to ze wyjscia sa jak urlop - wracam wypoczety moralnie, chce mi sie zyc tu i teraz.
Wiec skąd we mnie ten niepokoj?
A co wlasciwie jest dla mnie lepsze, dbanie o dom razem z bliska osobą, dbanie o rodzine, o przyjaciol, czy wyjscie i odbycie nowej lekcji pod okiem mtj?
Ktos kiedys napisal ze koniec koncow, nie poznamy zadnego pewnika bedac tu na ziemi, a najwyzej dostaniemy kilka strzepkow informacji ktore mozna interpretowac tak lub inaczej.
W zamknietym watku "stracilismy prezydenta" znalazlem cenna wskazowke. Natchneli mnie niektorzy autorzy postow i szczerze im dziekuje. Posty o ktorych mowa, moznaby strescic tak:
"1. nie lubilem go i dalej nie bede lubic, a inni jak liscie na wietrze zaczynaja wychwalac; 2. i co ze zgineli, wielu innych ginie i nikt sie nie przejmuje; 3. co tu sie martwic ze zgineli, wiemy na forum ze smierci nie ma, wiec martwienie sie wynika z niewiedzy; 4. wracam do waznych spraw, na drodze do oswiecenia, a ciemnota niech lamentuje. 5. w ogole gardze polityka, systemem, oni sa zli i robia to, co nie trzeba, pod dyktando jeszcze gorszych."
A o to moje wnioski:
Juz wiem dlaczego od tej pory tak niewielu oswieconych podzielilo sie swoja wiedza i dlaczego OBE nie ucza dzis w szkole. Ta boczna furtka, ktora pozwala wyjsc z teatru zycia, by zaczerpnac świeżego powietrza, moze sprowadzic mlodego uczniaka na manowce. Mlody adept, jak ja, moze pomyslec, ze ma fundament, podstawe, pewnik, absolut w reku, na ktorym oprze swoje przekonania. Majac fundament latwo odpowiadacna trudne pytania. Jeszcze niedawno maluczki wystrachany, dzis wiem wiecej niz inni, odlaczam sie wiec od teatru oblakanych i skupiam na sobie.
Oh! przeciez to wlasnie slepy zaulek, boczne wyjscie zamiast na tetniaca zyciem aleje, wyprowadzilo mnie w obskorna brame samouwielbienia. Nie dla mnie zycie hinduskiego jogi, ani medrca w samotni. Ja w mojej postaci mam grac dalej tak jak gralem, moze na nieco wiekszym luzie. Duchowy materializm i podroze w nieznane sa swietna rozrywka, ale niczego mnie nie naucza.
Wracam do zony, wysciskam ja i spytam czy chce obejrzec film. Gdy mala nasza coreczka sie rozplacze pobiegne ja przytulic, rzucajac w kat Monroe'a czy Sugiera. Potem pomysle cieplo o rodzinach ofiar sobotniej katastrofy, postaram sie im wspolczuc i zrozumiec. To nic zlego wspolczuc i zalowac szczerze.
Strach przed smiercia - przypomina mi sie Darek Sugier, ktory ze lzami w oczach mowil jak uratowal zdrowie mamy. Przeciez wiedzial ze wielu ludzi ginie na swiecie, i wiedzial ze smierc to nie koniec. Ale z pewnoscia bal sie smierci bliskiej osoby. Bal sie smutku i samotnosci. To nie OBE nauczylo go wspolczucia i milosci. To zwykley codzienny teatr zycia.
W tym teatrze i ja mam role, kurtyna jest w gorze, a swiatla na widowni pogaszone. Jedziemy dalej ze sztuka o nazwie "rozwoj przez doswiadczenie".
pozdrawiam i mam nadzieje ze nie zarobie na bana moim 2 postem na tym zacnym forum
|