|
Oj Zbyszek, chyba coś nie zajarzyłeś to naświetlę Tobie:) Jeżeli miałbyś od urodzenia swojego nauczyciela, który z czasem stałby się Twoim mistrzem, przewodnikiem duchowym, który byłby bardzo ważną częścią Twojego życia przez kilkadziesiąt lat to po jego śmierci, kiedy zrobiłbyś coś wbrew jego naukom olałbyś go, kiedy udzielił by Ci przestrogi?
Powiedziałbyś do niego spieprzaj dziadu? Albo nie strasz, nie strasz bo się zesrasz?:)
Problem naszej cywilizacji jest m.in. taki, że nie mamy swoich indywidualnych nauczycieli a takich nauczycieli nie olewa się tak jak nauczyciela w szkole, gimnazjum...
Ja bardzo chciałbym mieć takiego nauczyciela osobistego i pewnie po jego śmierci dalej bym go "słuchał", bo śmierć przecież niczego nie zamyka.
Już widzę Chrześcijan, którym nagle objawił się jakiś święty i powiedział im. Chujo...wo żyjecie, ale możecie się poprawić. Zamieszkajcie w lesie przez rok i w ciszy dumajcie...myślę, że z miast, wsi wielu ludzi wybyło by bez zbędnej zwłoki.
Widzę, że masz niezłą fazę na eksperymenty:)
|