Parę Pytań. |
|
|
Warszawa_
|
01.06.2012 - 00:00
|
Częsty Gość Rodziny
Grupa: Podróżnicy
 
Postów: 15
Dołączył: 31.05.2012
Nr użytkownika: 8882

|
Witam wyzwolonych.
Jako nowy użytkownik wychodzę z założenia że wyrazem szacunku względem „starszych falą” jest oficjalne przedstawienie swojej własnej osoby.
Doskonale wiem że my ludzie doświadczający trochę szerszego spektrum doświadczeń nie odczuwamy zbyt dużej stymulacji czytając posty o nudnym długim charakterze życiorysu. Dlatego postaram się go możliwie jak najmocniej rozrzedzić by w grę wchodziły jedynie aspekty… interesujące. Pragnę o wybaczenie jeśli moja dialektyka wyda się egzaltowana czy „zbyt oficjalna”. Jestem takim samym typem człowieka jak wy. Mogę mieć jednak inny „słownik terminów” co wynika oczywiście z uwarunkowań jak i naturalnej różnicy w postępie astralnym.
Poziom reprezentowany przez nasz pokrój eliminuje kłamstwa czy chęć zabłyśnięcia jak wierzę. W swoich przyszłych wypowiedziach na łamach tego forum nigdy nie skłamię, świadomie nie wprowadzę w błąd, będę najszczerszy jak to tylko możliwe. Mam nadzieję że wydedukujecie to z treści poniższego tekstu. Pragnę być osobą wiarygodną gdyż mam wiele do powiedzenia, mam wiele pytań na które będę oczekiwał szczerej odpowiedzi.
Mój postęp jest raczej wolny ale nie wypełniony marazmem. Mam sporą wiedzę przez co także i w niej braki co jest logicznie zrozumiałe gdyż z każdym poznaniem rośnie pula pytań. Mam nadzieję że wy często bardziej zaawansowani pomożecie mi w szybszym rozwoju ducha. W zamian oferuję totalną szczerość i otwarcie, spojrzenie na astral z kolejnej już perspektywy.
Pracuje na frachtowcach. Podróżuje po całej ziemi. Przez ogromną część roku moje życie obraca się w okuł samotności kajuty i wyciszenia po pracy. Ani dzieci, ani żona… nic mi nie przeszkadza przez 8/9 miesięcy w roku. Mam ogromne ilości czasu by wchodzić w relaksację. Jeśli oficer nie zaprasza na kielicha moja rozrywka odbywa się wyłącznie w portach i na łóżku ( bez kontekstu seksualnego oczywiście. ) Widziałem w swoim życiu wiele, doświadczyłem sporo… jednak nie jest to kryterium stanu wiedzy. Mam bardzo wiele pytań. Pragnę byście wiedzieli że mimo kilku mocnych eksterioryzacji czuje że w sferze astralnej jestem ciągle niemowlakiem. Pragnę „wydorośleć”. Bardzo proszę… pomóżcie mi w tym, gdyż czuje niepohamowaną chęć rozwoju.
Doświadczenia związane ze stanami bliskimi oobe po raz pierwszy ( z tego co pamiętam ) miały miejsce kiedy miałem może trochę więcej niż 13 lat. Stało się wówczas coś tak niesamowitego dla umysłu który ( nigdy wcześniej świadomie ) nie miał styczności z astralem że totalnie zmienił się jego charakter kategoryzowania zjawisk do rangi empirii. Zrozumiałem że świat który mnie otacza nie jest opisywalny, nie wyczerpują go przedmioty szkolne czy telewizja. Zrozumiałem że żyje w czymś na kształt bajki, baśni… że świat prawdziwy, absolutny musi leżeć gdzieś poza „materią”.
Nic dziwnego jeśli zapłakane, nękane wyrzutami sumienia, leżące na łóżku 13-to letnie dziecko po zabiciu swojej świnki morskiej czuje że nagle w jego głowę wsunęła się czyjaś dłoń i wyciągnęła coś powoli, coś odblokowała, coś dała do zrozumienia. Bardzo się przestraszyłem… zjawisko było jednak zbyt piękne by je przerwać. Kiedy dłoń wyciągnąwszy „to coś” z mojej głowy opuściła moje ciało odczułem że staje się ono bardziej lekkie. Odczułem że mój duch pęcznieje, że wyłania się poza ramy jego fizycznego oblicza. Te jednak doświadczenie miało wysoką cenę. Utrwaliło mnie w poglądzie że istnieje katolicki Bóg gdyż to jego błagałem o wybaczenie po przykrym fakcie.
Mnie nie było trzeba przekonywać… Na lekcjach Religi błyszczałem jak jutrzenka. Doglądałem wewnętrznych starań by święta spędzać z czystym sumieniem. Co prawda nie chodziłem do kościoła co niedzielę jednak mój światopogląd oparł się mocno o dogmaty KRK… czy też raczej jego aksjomaty względem osób „prawdziwie wierzących”.
Po pewnym ubogim w doświadczeniach poza-fizycznych czasie stałem się prawie że zwykłym nastolatkiem. Imprezy, alkohol, system wartości opierający się na ilości dup i koleszków były moim chlebem powszednim, jednak w moim umyślę ciągle przewijało się wspomnienie o niezwykłym wydarzeniu z dzieciństwa.
Zastanawiałem się…dlaczego takie rzeczy mnie już nie spotykają? Przecież staram się wierzyć w Jezusa etc… Dlaczego więc na tym się wszystko skończyło? Dlaczego „anioły” mnie już nie odwiedzają?
Po pewnym czasie zrozumiałem że ma to związek z marazmem mentalnym jaki wprowadza religia. Droga ta była jednak zbyt długa i bolesna by ją opisywać szczegółowo.
Z filozoficznego punktu widzenia każde religie „niszczą” duchowość człowieka. Oto dziecko rodzi się na ziemi. Nic o niej nie wie. W takim stanie niewiedzy zadawałoby sobie pytania, starałoby się na nie odpowiedzieć samodzielnie. Wtedy staje przed nim kapłan z pismami świętymi. Już się nie musisz zastanawiać. Wszystko jest tutaj między stronami okładki.
Kiedy po coraz większym zapoznawaniu się z „literaturą” religijną mój na nią dotychczasowy pogląd zaczął się chwiać… w moim życiu zaczęły odgrywać się rzeczy których się na początku bałem. Obecnie za nimi tęsknię. Ciągle jest mi ich za mało.
Standard: Pisk który „rozrywa” ci czaszkę. Paraliże senne. Strach przed wylewem czy chorobą psychiczną. Istoty których kto z nas na początku nie uważał za demony?
( Okazało się że są jednak jak rodzice. [ niemal wszystkie ] Kiedy matka wyrywa smoczka dziecku…jest ona dla niego w tym momencie największą bestią. )
Miało to miejsce kiedy tylko w moim umyśle zaczęły przebiegać bardziej obiektywne procesy, kiedy bardziej otworzyłem się na świat, kiedy zacząłem przybierać postawę agnostyczną.
W pewnym momencie intensywność doświadczeń towarzyszących paraliżom sennym była tak ogromna… że zacząłem szczerze modlić się do jezusa. Nie pozbyłem się jeszcze wtedy tego uwarunkowania całkowicie.
Poprosiłem zasypiając któregoś dnia… Powtórzyłem kilka razy intensywnie i solidnie prośbę: Wytłumacz mi w języku który zrozumiem, w naturalny sposób…co się ze mną dzieje, czego doświadczam, czy jest to dla mnie złe czy dobre? ? ?
Po paru dniach przyszła odpowiedz. Nadeszła z zaskoczenia kiedy byłem tuż, tuż przed zaśnięciem ale jeszcze znacznie przytomny.
Głos trudno mi opisać. W skrócie wykraczał poza ramy fonetyki, wprawiając w drżenie całe moje ciało dawkami emocji płynącymi z każdej sylaby. Był przesycony potęgą. To się czuło. Należał do kogoś z kim nie należy zadzierać, jednocześnie jednak był przesycony siłą witalną, miłością, wiedzą, wybaczeniem. Rozbrzmiewał delikatnie echem jednak był przenikający jak szum poważnej kaskady. Miał on absolutne pierwszeństwo. Wszystko, absolutnie wszystko uhonorowało jego objawienie całkowicie schodząc na najodleglejsze plany świadomości. Nic innego przez tę chwile nie istniało. Tylko jego głos i moja skromna osoba drżąca, doznająca euforii, niemal płaczu że oto ktoś ważny zwrócił uwagę na małego, bezbronnego ducha.
Powiedział: „Niedługo nic co ukryte nie pozostanie w tajemnicy.”
Od tamtej chwili, powoli ale ciągle z progresem zjawiska związane z paraliżami stawały się coraz bardziej złożone. ( Czy to nie ciekawe że nasze pierwsze paraliże senne są dość duszne? Zupełnie tak jakby ktoś chciał wymusić na nas nasz pierwszy oddech astralny? )Przypominały wręcz operację neurochirurgiczne. Odczuwałem borowanie w czaszce, znacznego uwrażliwienia ciała, dotyku penetrującego moje wnętrzności… kiedy udawało mi się z tego stanu wzbudzić co było niekiedy bardzo trudne po otworzeniu oczu dostrzegałem nakładające się na siebie światy. Przez drobne sekundy dostrzegałem tamten inny świat… a raczej jego drobny ułamek przejawiający się najczęściej w postaci symboli, innych istot…bliskiego otoczenia. Przez parę dobrych lat zjawiska mimo kilku wyjątków kategoryzowałem jako straszne…chociaż same obcowanie z nieznanym zaczęło mnie namiętnie intrygować.
I wtedy pojawił się przełom. Coś co interpretowałem jako pierwiastek kobiecy doświadczyło mnie orgazmem i po wleceniu mi pod plecy zaczęło wypychać ku sufitowi. Wystraszyłem się śmiertelnie jak łomatkoboskokochano. Lecę… o boże za chwile spadnę na podłogę, na szklany stół… o boże za chwile wylec przez okno….musze się wzbudzić!!
Mimo że nie widziałem niczego prócz jasnego światła spod „powiek” wyraźnie odczuwałem kinetykę. To było bardzo realne…wręcz błędem jest porównywanie tego do czegokolwiek realnego gdyż… różnicy w odczuwaniu rzeczywistości najprościej nie było.
Zrozumiałem że te doświadczenia mają za zadanie w rozsądnym tempie przesunąć moje granice „normalności” bym po prostu przestał się bać. Niemal za każdym doświadczeniem byłem krok dalej od poprzedniego.
Któregoś dnia płynąć na Chiny, będąc na zatoce gwinejskiej doświadczyłem jak do tej chwili najdłuższą eksterioryze. Pozwoliło mi na to właśnie przesunięcie granicy normalności.
Czuje że jestem wciągany w jakiś ciasny przewód. Nabieram prędkości. Widzę plamki świateł. To gwiazdy… o boże ja lecę. Źle lecę… muszę ustawić ciało zgodnie z kierunkiem. Widzę lasek spowity w mroku nocy. Zahaczam o drzewa. Nie wyrządza mi to krzywdy. Czuje zmiany wibracyjne na drobną chwile kontaktu. Nagle robi się jasno jak w dzień. O qrwa jestem na swoim podwórku.
Odbyłem tam zapoznanie z tamtym światem. Nie miałem na niego wpływu ale zrozumiałem że mam większą kontrole nad ciałem niż w świecie fizycznym. Salto przez 2 metrowy płot, przeszybowanie na bardzo niskiej wysokości, odległości 15 metrów, natychmiastowa zmiana miejsca wywołana jedynie intencją.
Od tamtej pory… po prostu jestem zakochany w takich zjawiskach. Są bezcenne, nie oddałbym ich za miliardy. Czuje się bogaty, czuje że się spełniam w naturalnej roli jaką stawił mi absolut. Co chwila mnie w nim coś zaskakiwało.
Któregoś dnia w tym samym rejsie ciągle na zatoce gwinejskiej budzę się, rozglądam się…zaczynam kojarzyć. Co jest grane? Moja kajuta wygląda trochę inaczej… o co chodzi? O Boże mam zdeformowaną noge!! ( budzę się ) Widzę mgłę wchodzącą w moje czoło.
Zrozumiałem że czasami dobrze jest po wstaniu z koi zrobić znajomy wam test rzeczywistości by po prostu wiedzieć gdzie się jest. Tak czy inaczej nie mogłem uwierzyć… tamten inny świat jest cholernie realny.
Tutaj jednak pojawia się pewne odstępstwo od standardowej historii związanej z wydobyciem. Być może wynika to z braku mojego oczytania. Być może temat poruszający kwestię o które chce zapytać jest dostępny na forum. W takim razie przepraszam… proszę o link.
Otóż mam pytanie czy podczas nagłych, „awaryjnych” wzbudzeń ( kiedy jeszcze człowiek się bał tych doświadczeń ), kiedy światy się na siebie nakładają…czy dostrzegliście jakieś maszyny lub urządzenia? Jakieś sądy, aparaturę, technologię wyglądającą na oszałamiająco skomplikowaną? Bardzo proszę o odpowiedz. Było ich kilka… porobiłem „szkice” i proste opisy. Zainteresowanym prześle na PW. Nie są one identyczne ale podobne do tych które można zobaczyć na teledyskach : Strapping Young Lad - Almost Again ( który mocno wiąże się z tematyką ) lub Bjork - All is Full of Love
Motyw „maszyn” pojawił się w mojej historii po raz pierwszy ( zaobserwowany jakkolwiek ) podczas pierwszego rejsu. Wygląda na to że są ku takiemu stanowi rzeczy logiczne przyczyny z uwagi na dystans dzielący mnie od miejsca w którym przebywałem najczęściej. Znowu jednak kłuci się to z nadrzędnym charakterem świata wyższego, jakby pozbawionego ograniczeń przestrzennych.
To mnie bardzo interesuje gdyż… moja pierwsza eksterioryzacja, ta związana ze strachem upadku na szklany stół, była poprzedzona dźwiękiem o czystym charakterze elektronicznym. I tu perełka: nagrałem ten dźwięk. Więcej informacji w opisie wideo i odpowiedziach ( szukaj na YT hasła: rare Invisible probe sound )
Wiem że… pewne fakty mogą wynikać z przełożenia podświadomego. Nie koniecznie jednak brzytwa ockhama, czy motyw solipsyzmu, osobliwego hedonizmu musi się sprawdzać w „praktyce”. Kolejne pytanie i próba uzyskania na nie „od…” czy podpowiedzi wiążę się z odwiedzinami.
Któregoś dnia podczas „standardowego” paraliżu jakaś istota była zbyt natrętna. Dotykała mnie zbyt mocno. Postanowiłem się natychmiast wzbudzić. O zgrozo obudziłem się w Astralu. To nie było… przyjemne. Stała nade mną postać szara ale silna fizycznie. Nie była drobna. Szybko złapałem ją w geście protekcji za ręce. Zacząłem się z nią siłować. Silnie się przybliżyła do mojej twarzy i jakby wrzeszczała… odczuwałem jednak nie zrozumienie i smutek.
Jej wygląd jest do złudzenia podobny do pewnej istoty sfotografowanej w nieokreślonym miejscu i czasie. Zainteresowanym prześle na PW.
Widziałem także w motywie nakładania się światów oprócz przeróżnych mandali jak i symboli dotyczących mojego rozwoju, ( kolejnymi pozycjami w dzienniku zajęć ) istoty… no wiecie… zielone.
Pytanie: Czy jeszcze ich nie rozumiem czy faktycznie należy ich unikać?
Motyw operacji jest kolejnym elementem na który chciałbym zwrócić waszą uwagę.
W moim przypadku było ich… wiele. Najbardziej mi zapadł w pamięć… trudno byłoby zapomnieć… z udziałem podmiany elementu ciała astralnego (?).
W ogromnym skrócie: Leże na łóżku. Czuje że w moja klatka piersiowa się otwiera. Czuje na przedramieniu uspokajające parę troskliwych klepnięć obcej dłoni. Nie boje się. Strach mam za sobą. Czekam. Zostaje wyciągnięte coś z mojego serca. Identyfikuje ten przedmiot jako mała „tulejka”. Zostaje włożone coś nowego. Na samym końcu zjawiska słyszę bardzo wyraźny, przyjemny męski głos formułujący zdania tuż przy moim uchu brzmiące: Gratulujemy ci że przetrwałeś ( w sensie nie wzbudziłeś się ) dzisiejsze zjawisko. Odczujesz różnicę.
Podobnych wydarzeń było wiele, znacznie więcej niż wyjść astralnych. Czy taki medyczny charakter jest związany z astralem czy bardziej wizytacją? W przeważającej większości zdarzeń poczułem że jest to korzystne dla mojej vis vitalis.
Uważam was za specjalistów w tej dziedzinie. Proszę o sugestię i bezpośrednie odpowiedzi. Trzy pytania: 1) Motywy maszyn w Astralu. 2) Czy intencję niektórych „gości” mogą być niekorzystne dla „astronauty”? 3) Motyw zabiegów, manipulacji „czakrami” podczas paraliży.
|
|
|
|
|
|
|
 |
Odpowiedzi
KMA
|
01.06.2012 - 13:56
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Adept OOBE Kurs: 05-19.10.2006
      
Postów: 231
Dołączył: 21.09.2006
Nr użytkownika: 95

|
Kolego, który wybrałeś sobie nicka Warszawa, kłopotliwy ten nick, bo nie wiem czy mogę go odmieniać, skoro jesteś mężczyzną ;)
Przeczytałam Twoje wypowiedzi. Nie mam wielkiego doświadczenia z wyjściami, można powiedzieć, że dużo większe mam ze snami ;) ale cośtam już zdążyłam przeżyć czy zauważyć.
Też myślę, że te istoty, które wydają nam się nieprzyjemne, tak naprawdę mogą być przy nas, żeby nam pomagać. Pewnie nie wszystkie, ale np. moje pierwsze wyjscie odbyło sie praktycznie dzięki takiej istocie, wcale nie wizęłam jej za przyjazną, bardzo nie podobało mi się co robiła, z resztą nie chce mi się powtarzać, z tego co pamiętam, to w notatniku opisałam to doświadczenie.
Motyw operacji na ciele astralnym przypomina mi książkę Darka Sugiera, on chyba opisywał sytuacje kiedy były na nim tego rodzaju operacje przeprowadzane, tyle, że te operacje, jak autor twierdził, były przeprowadzane m.in. przez jego MTJa.
Ciekawi mnie kwestia maszyn, o której mówisz, ale nie mam na nią odpowiedzi. Jedyne co mi przychodzi do głowy, co z resztą pewnie nie ma bezpośredniego związku, to to, że był taki czas, całkiem niedawno, kiedy bardzo wyraźnie w obydwu uszach(głównie w jednym i najpierw myślałam, że to dotyczy tylko jednego ucha, ale później jakby przenosiło się to czasem i na drugie ucho)- czy właściwie trochę ponad uszami słyszałam dźwięki, które brzmiały, jak dźwięki jakiejś maszyny wysyłającej impulsy, ciągle słyszałam "bipy", to było dziwne i zastnawiałam się już czy to nie choroba uszu ;P czy coś podobnego, ale doszłam do wniosku, że te dźwięki są zbyt nienaturalne, a jednocześnie zbyt wyraźne, żeby mogły być wytwarzane nie przez maszynę, jakkolwiek dziwnie to brzmi. Więc czułam się trochę, jakbym miała jakiegoś czipa wszczepionego ;), całkiem nieprawdopodobne, równie śmieszne jest to, że teraz tego nie słyszę i nawet nie wiem kiedy te bipy się skończyły. Słyszę za to, to co zwykle, czyli mniej więcej to co słyszy się jak w nocy wchodzi się do pustej łazienki(niby cisza, ale w uszach słyszy się jakiś dźwięk, niby szum, a jednak nie szum;) ). Zdaje mi się, że słyszę go mocniej, kiedy mocno się nad czymś koncentruję czy kiedy medytuję, ale nie wiem na pewno. Zdążyłam się już tak do tego przyzwyczaić, że zazwyczaj tego nie zauważam. Rodzina mi mówi, że to normalne, pewnie mają rację, mnie jednak wydaje się dziwne, szczególnie, że mam wrażenie, że w dzieciństwie tego nie miałam. Zdaje mi się też, że szczególnie głośno słyszałam ten szum, przy ćwiczeniach oczyszczających pana Popko, które mają wzmocnić przepływ energii w ciele i odblokować połączenie z Górą, ten dźwięk szczególnie mocno słyszałam, po wykonaniu ostatniej części ćwiczenia, tzn po rozluźnianiu mięśni karku, szyi i powolnych ruchach głową po półokręgu i okręgu, które miały za zadanie rozluźnić mięśnie. Popko twierdzi, że ten dźwięk, o ile nie odczuwa się go fizycznie, jest oznaką energetycznego połączenia z górą, ale nie wiem na ile moge w to wierzyć. Gdybym miała takie dobre połaczenie z górą, to pewnie byłabym w pełni zdrowa, a tak nie jest. Ludzie normalnie słyszą ten dźwięk, kiedy jest cicho, kiedy nic im nie przeszkadza, ja go słyszę nawet teraz, kiedy jednocześnie słucham dźwięków wiatraczka z laptopa i dźwięków dochodzących z ulicy.
Jeśli wierzyć channelingom, Ickeowi i tym innym ;) to są na nas nałożone(na ludzkość) energetyczne łańcuchy, które ograniczają naszą energetykę i zmuszają nas do pozostawania na niskim poziomie wibracji, bo takimi wibracjami żywią się ponoć istoty, które zrobiły z nas niewolników. Biorąc pod uwagę tę teorię, można powiedzieć, że w astralu są istoty, które mogą żywić się naszą energią i ogólnie rzecz biorąc, te istoty nie działają na naszą korzyść.
Chętnie obejrzałabym te materiały, które mówisz, że możesz przesłać na priv :)
|
|
|
|
|
|
Posty w temacie
2 Stron
1 2 >
|