CYTAT(Jarzyn44 @ 10.06.2012 - 20:30)

Jeśli ktoś ma jedynie LD o OBE to jest to jego problem, niech nie psuje pojęć. To tak jakbym przypalał wszystkie robione przez siebie kotlety, i zaczął wszystkich przekonywać że kotlet to taki, czarny,gorzki zwęglony kawałek mięsa.
Pozdrawiam
Widzę, że mówisz już o tym któryś raz z rzędu, więc tym razem poproszę o argumenty(tzn argumenty dowodzące, że ld to nie jest obe a obe to nie ld). Metafora nie wystarczy. Ja doświadczyłam i obe i ld i mimo, że obe określam jako "bardziej wyjątkowe" doświadczenie, to zastanawiając się nad różnicą między obe i ld, dochodzę do wniosku, że prawdopodobnie obe i ld są tym samym, tylko w obe zazwyczaj jest się bardziej dostrojonym i wszystko wydaje się bardziej rzeczywiste- jakby było nas więcej(większe skupienie świadomości?) w tym danym miejscu w poza, niż podczas ld. Zdaje mi się, że rozgraniczanie między ld a obe, to następne złudzenie. To tak jakby mówić komuś, że nie miał obe, bo trafił nie do tego Focusa, który my akurat uważamy za sferę obe. A Focusy są różne i każdy z nich uważa się za część sfery poza. Myślę, że są różnice między ld a obe, ale raczej kosmetyczne i moim zdaniem można z ld przejść płynnie do obe i z obe do ld(miałam tak już kilka razy).
Jakie ja stosuję techniki? Różne. Moja podświadomość zdaje się nie lubić rutyny. Kiedy coś działa przez dwa następne razy po wymyśleniu tego, to jest dobrze. Później muszę zmieniać pomysły. Na szczęście dość płynnie pojawiają się nowe, więc moge eksperymentować i eksperymenty często uważam za udane.
Czyli, jakie metody? -
odliczanie od 10 do 0, przy zerze wyobrażałam sobie, że przechodzę przez nie i wchodzę do innego stanu świadomości. Wcześniej mówiłam sobie, że moje ciało jest rozluźnione i śpi, a umysł jest w pełni świadomy(nie robię już ćwiczeń na rozluźnienie, jak dla mnie to strata czasu i bardziej buduje napięcie, niż je obniża, ale jeśli ktoś ma problem z rozluźnieniem, to powinien robić te ćwiczenia- choćby żeby w ogóle wiedzieć, jak to jest być rozluźnionym, bo niektórzy tego nie wiedzą). Ważne, żeby być w miarę wypoczętym(jak za bardzo to nie chce się leżeć, a jak jest się zmęczonym, to zwyczajnie się zasypia).
Czasem przy okazji staram się wyczuć swoją podświadomość(jako odrębną część swojej świadomości, z którą mogę rozmawiać- nauki huny), wyczuwam ją(ważne, żeby ją poczuć, a nie udawać, że się z nią rozmawia), proszę, żeby mi pomogła - działa.
Wiem, że któryś z mądrych panów od obe wymyślił metodę 4+1 i stosowałam ją na początku, ale z miernym rezultatem, czułam się zbyt dziwnie w nocy, kiedy musiałam wstawać o nienaturalnej dla mnie do wstawania godzinie. Więc dałam sobie spokój z tym. Zamiast tego robiłam sobie drzemki w czasie dnia(i tak często je robię, bo lubię). Nastawiałam budzik. Kiedy budzik mnie obudził nastawiałam go jeszcze raz, na około 30 min.(dobrz jest go nastawiać właśnie po tym jak nas obudzi, ma to taką funkcję, jak godzina aktywności w 4+1) i znowu kładłam się spać. Dobrze jest na długo przed planowanym wyjściem, a właściwie to po prostu często - nastawiać się, że będzie fajnie, że będzie wyjście, że wszytko będzie pozytywne, pouczające i że się to zapamięta, ale raczej nie ma sensu napinać się już w trakcie próbowania. Zakładamy, że nasze podświadomość wie czego chcemy i zrobi to co chcemy. Po nastawieniu budzika znowu kładę się spać i wtedy właśnie powinno coś się dziać(a przynajmniej wtedy jest największe prawdopodobieństwo, ale obe można mieć zawsze, kiedy idzie się spać).
Można też po prostu czekać na sen i starać się utrzymać swoją świadomość, nie napinając się, po prostu leżeć i spokojnie czekać na relaksujące doświadczenie zasypiania.
Nie wiem czy o reszcie powinnam mówić, bo to są już rzeczy, które wywołują podróże mentalne, a pewne osoby mogłyby zaraz podnieść alarm, że podróż mentalna to nie obe, więc na tym skończę ;)
a tak btw. te wszystkie metody z wyciąganiem siebie z ciała, z wyhuśtywaniem siebie z ciała itd, to też zdaje mi się polaga na złudzeniu, które każe nam myśleć, że ciekawe rzeczy są poza nami i nasza świadomość nie ma do nich dostępu, dopóki nie wyjdziemy z ciała.