|
To, co napisał Zielarz Gajowy przeraziło mnie, odczuwam podobnie co Zyga.
Mam manie na punkcie cierpienia, boje się każdego jego aspektu, czy to fizycznego czy psychicznego.
Potrafię zapanować nad własnym snem, dowolnie go zmieniać i często jestem świadoma, że śnie. W ostatnim czasie za każdym razem jednak gdy już czułam "oderwanie" (tak, to chyba najodpowiedniejsze słowo) czułam paniczny strach i się wycofywałam, choć w takim przypadku często łapał mnie paraliż senny, nie mogłam się ruszać.
To co zdarzyło się dzisiaj, przerosło mnie całkowicie i nie mogę znaleźć na to całkowitej odpowiedzi. Zawsze praktykowałam technikę wizualizacji podczas świadomego snu ( kręcenie sie dookoła z roztawionymi rekoma, raz jak się wycofałam bolały mnie potem ramiona), jednak tej nocy nieświadomie skorzystałam prawdopodobnie z techniki godzinnej, budziłam się w nocy kilka razy i z trudem usypiałam, widziałam pomiędzy tym rzeczy, które raczej nie mogły się wydarzyć naprawdę (po pokoju wiła się biała wstążka po chwili sie rozpłynęła w powietrzu, a po następnym przebudzeniu czarna mgła ulatująca się z szafy), usnęłam po czwartej i miałam normalny sen .... do czasu. W pewnym momencie stanęłam i miałam do wyboru dwie drogi prowadzące do domu i wiem, że bałam się iść lewą ścieżką, gdy odwróciłam się do prawej zrobiło się ciemno, kolory zniknęły a ja się strasznie wystraszyłam. Uświadomiłam sobie, że to sen i nic mi nie grozi, w każdej chwili mogę go przerwać ale zamiast tego znowu wyobraziłam sobie, że wiruję. To zadrzyło się za szybko. Spała u mnie w pokoju mama, i mimo żę byłam od niej odwrócona plecami czułam jak powoli się unoszę widząc ją ale ... jak przez zdjęcie rentgenowskie! Same kości i zary skóry, wszystko również w ciemnych kolorach. Chciałam to przerwać ale znowu miałam paraliż senny i dopiero po chwili się obudziłam. Dziwne uczucie mi towarzyszyło a gdy otworzyłam oczy strasznie głowa mnie rozbolała.
|