|
A znasz teorię dotyczącą średniego, niższego i wyższego ja? Szczególnie teorię, którą proponuje huna? Średnie ja to umysł i ono odpowiada za wolę, wyższe ja to bardziej rozwinięta wersja nas, która wykracza poza wcielenia, a niższe ja odpowiada za uczucia i pamięć zdarzeń i ciągle domaga się uwagi, szczególnie jeśli ktoś próbuje je przytłumić, wg tej teorii kluczową kwestią jest współpraca wszystkich ja dla rozwoju człowieka. Myślę, że podział na różne rodzaje ja ma tyle sensu co oddzielanie uczuć od myśli czy podziały na świat materialny i niematerialny, wszystko na jakimś poziomie jest tylko energią i świadomością, ale przecież gęstości są różne :)
Te trudności z powrotem z medytacji są całkiem śmieszne, ja mam coś takiego, że kiedy wejdę w odpowiedni stan(udaje mi się to jak do tej pory przy pozycji jogina), to poruszenie ciałem, mimo, że nie czuję wibracji, ani nie jestem w stanie paraliżu przysennego, wydaje się być bardzo trudne, występuje jakaś bariera, którą z jedej strony łatwo pokonać, ale podjęcie decyzji by ją pokonać jest w tym wszystkim najtrudniejsze. Mam wrażenie wtedy, że mogłabym tak siedzieć w nieskończoność, czas jakoś całkiem inaczej jest postrzegany, jakby go nie było, no i codzienne sprawy wydają się być całkiem nieważne, jakby tylko istniene się liczyło. Nie próbowałam medytować przy zwykłych czynnościach, wydaje mi się to trochę niebezpieczne, ale świadomie wprowadzałam się w inne stany umysłu, kiedy np. jechałam środkami komunikacji miejskiej, starałam się wtedy wyciszyć umysł i nie zamykać się w sobie, ale właśnie bardziej intensywnie odczuwać to, co jest wokół. Zwykle uzyskiwałam efekty, ale zawsze były dla mnie zaskakujące. Nie towarzyszyło mi całkowite wyciszenie umysłu, ale jakby rozszerzona świadomość, nagle odpowiedzi na ważne egzystencjalne pytania(choć w tamtym momencie wcale o nich nie myślałam) po prostu napływały do mnie, jak oczywistości, coś czego nie można nie rozumieć, a przecież w zwykłym stanie umysłu rozumiałam to całkiem inaczej. Monroe pewnie nazwałby to inteligencją serca, bo nie towarzyszyły temu uczuciu typowe myśli(tzn. gadanina umysłu), tylko bardziej wrażenia, przekazy emocjonalne, które można przełożyć na tysiąc słów(i przekładałam je sobie, by te informacje utrzymały się w mojej świadomości na dłuzej), ale tak czy siak - zwykłymi słowami nie dałoby się wyczerpać tych przekazów.
A jeśli chodzi o miłość, to masz rację, że ona już jest i trzeba do niej dotrzeć, ja ciągle uczę się tego czym jest miłość - tzn. zawsze postrzegałam ją jako bardzo wzniosłe uczucie i oddzielałam je od innych pozytywnych uczuć, ale teraz przekonuję się, że miłość ma w sobie te wszystkie uczucia i że np, kiedy jestem radosna - to nie tylko jestem radosna, ale także odczuwam miłość ;)
|